Anderseitsarbeiter

szesnaście tysięcy pudełek

Drugiego dnia mięliśmy już taką wprawę, że składaliśmy po dziesięć na minutę.

W umowie o pracę miałem wpisane krajacz/magazynier, ale wiecie jak jest w prywatnych zakładach.

Robisz to co ci każą. Jeśli trzeba zamiatać, zamiatasz, kiedy trzeba ciąć, tniesz, a kiedy trzeba latać na wysokości lamperii, latasz na wysokości lamperii, popiskujesz radośnie, ot tak, dla zabawy, od siebie.

Było to w piątek, dzień poprzedzający weekend. Nie znam nikogo kto by nie lubił piątków.

Trzeci dzień składania pudełek na smoczki. Miałem jeszcze całkiem dobrze, bo od czasu do czasu, musiałem pociąć papier dla drukarzy, lub skroić na miarę gotowy materiał.

Krojenie na maszynie to dziecinada. Ma się do dyspozycji maszynę z nożem, z komputerem i toną sześćset nacisku.

W dziesięciocentymetrową cegłę papieru ostrze wchodziło jak w masło, wydając przy tym przyjemne zipnięcie.

Siedzieliśmy w koło kwadratowego stołu, zawalonego trójwymiarowymi wytworami naszych rąk i tymi, których kształt ukrywał się wciąż w wymiarze jednym. Pięć osób: grafik, Aga z administracji, dwóch introligatorów: Mały i Nygus oraz ja.

To było zaraz po śniadaniu, musiało tak być, bo gdy podszedł do nas Romek, miał w ręce pączka. Pączek był na drugie śniadanie, zaraz po pierwszym.

Romek przypominał z wyglądu wyleniałego smoka. Miał rzadkie ryżawe włosy, twarz śmiesznie wyciągniętą do przodu, co robiło z niej raczej pysk niż ludzkie oblicze. Poniżej szyi, jego postać zaczynała przypominać wyschniętą rzekę, szerokie meandry tłustych barków, bioder i łydek, a po środku pleców, wystający spod skóry, prąd kręgosłupa. Romkowi brakowało uzębienia. Może nie jakoś specjalnie zębów, bo miał wszystkie, tylko takie trochę, jakby to powiedzieć?

Myślę, że więcej do roboty w jego jamie ustnej miałby archeolog niż dentysta. W kilku słowy: Romek nie był ani przystojny, ani miły, ani, nazywając rzecz zupełnie kolokwialnie, nie był fajny.

Ludzie pracy, związani ze sobą różnego rodzaju umowami, w dziwny sposób organizują sobie życie. Przychodzą do miejsca pracy na osiem godzin plus nadgodziny, spotykają się z tymi, z którymi – nie mają wyboru, muszą ten czas spędzić.

Czy im się to podoba, czy nie, dobry fachowiec, obojętnie: cham, łobuz, gbur, prostak z zepsutym oddechem lub ordynus z erekcyjnym humorem, będzie więcej warty, od przeciętnego, ale za to kulturalnego i pomocnego pracownika.

Gdy już się ludzie zbiorą pod sztandarem produkcji i zarabiania pieniędzy, uważają, że powinno być miło. Wszelkie “niemiło” jakie powstaje w wyniku tarć wewnątrz grupowych, ocierania się

i ścierania ze sobą temperamentów, ambicji i celów łagodzone są słodkim zapomnieniem, ominięciem i uśmiechem “ja ci jeszcze zapierdolę”.

Romek, był osobą, której raczej się nie lubiło, ale po co robić kwas i syf, po co nam na głowie oprócz jędzowatej żony szefa, jeszcze jakieś waśnie i spory. Wata w uszy, klapki na oczy i składać pudełka.

No, ale stało się, miła pogawędka z Agą, grafikiem i introligatorami: o zupie, o grach, o “dupach i piwku”, została przerwana ciamkaniem i siąkaniem. Ale zanim usłyszeliśmy odgłosy konsumpcji z dala doszło naszych uszu, szuranie nogami. Romek nie chodził, Romek się ślizgał. Wydawało się, że ma zbyt ciężkie uda, aby je podnieść. Jako jedyny w drukarni nie nosił obuwia ochronnego, pracował w laczkach, w zwykłych, białych, lekarskich łapciach z wywietrznikami na grzbiecie.

Przyszurał do nas, atmosfera całkiem miła, ale bez przesady, jedna z tych: siedzimy sobie, fajnie jest, nie mówimy o sztuce, bo są tacy co się nie znają, nie mówimy o polityce, bo są tacy co się nie znają,

nie mówimy o Bogu bo są jeszcze tacy, którzy wierzą, nie mówimy o kościele, bo są tacy, którzy jeszcze chodzą – czyli, ciepło, sucho, z lekkim nawiewem na kark – atmosfera rypła na twarz.

Banieczka pękła. Oto on. Stoi nad nami, rozpościera swój odziany w niebieską koszulkę brzuch, morze brzucha z falami tłuszczu.

Stanął, przypatruje się i nasłuchuje, a że – i to był nasz błąd – było cicho powiedział coś od siebie:

- Sory Aga, ale wy baby to jednak jesteście głupie.

Dziewczyna z administracji uśmiechnęła się boleśnie i zapytała:

- Dlaczego?

- Wczoraj widziałem – zaczął Romek – widziałem pod “oszonem” jak jedna baba cofała do tyłu i wyrżła w słupek.

No tośmy sobie pogadali – pomyślałem, ale jakoś mnie to zdenerwowało, że Romek, obraża kobiety, i że kobieta nie zareagowała. Choćby jakiś dowcip cięty, jakaś puenta na to, ale nic.

Przez moment mnie to zastanowiło, dlaczego ona na to pozwala, może miała surowego ojca, który uważał, że “z mężczyznami się nie dyskutuje, mężczyzn się słucha.”

Agnieszka skupiła się na składaniu pudełek, gapiła się w stół i robocimi ruchami zaginała krawędzie.

To sobie pomyślałem, że nerw nerwem, można go zostawić, ale Romek nie poddawał się i ciągną dalej, a to nie było już fajne:

- No sory, ale jednak to mam rację – mówił smoczysyn – no bo przecież wiadomo, że faceci to są lepsi kierowcy niż baby.

Troszkę mi się czknęło i coś bąknąłem o tym, że może kobiety nie są wyczynowcami, ale wszelkie statystyki policyjne podają, że kobiety stosunkowo mniej powodują wypadków niż faceci.

Pączek był już zjedzony, wystarczyło oblizać palce i już można było zacząć mi tłumaczyć:

- Może mniej, bo mniej ich ma prawko, bo jakby było ich więcej – rzucił oskarżające spojrzenie na dziewczynę z administracji – tobym z Zielonej do Osiecznicy chyba z tydzień jechał.

Po czym się zaśmiał i klasnął ręką w brzuch. Morze się wzburzyło, tłuszczyk chlasnął na brzegu paska.

- Baby to są jednak głupie – mówił dalej patrząc na Agę – nie, bez obrazy, ale taka jest prawda. Wszystkie baby są głupie, bo mają mniejsze mózgi, na “diskowery” nawet mówili.

- Co mówili? – Zapytałem czując, że Romek się nie wywiąże z odpowiedzi. – Powiedzieli na “diskawery”, że baby są głupie?

Romek trochę się speszył, bo tego raczej się nie spodziewał. Nie przyszło mu do łysiejącego pustostanu, że może być inaczej, bo jak to? przecież mózgi mniejsze.

- Że mózgi mniejsze.

- No mniejsze, ale – tu zrobiłem pauzę, aby Romek zdążył z rozwieraniem oczu ze zdziwienia, że w ogóle zabieram głos, że podważam dogmat – kobiety, uogólniając oczywiście, są chyba drobniejszej budowy ciała niż mężczyźni? Tak mi się wydaje.

Piegowata, mechata ręka poruszała krzakami na głowie, w geście: “no niby tak” ale oczy zaraz dodały: “ale”.

- Ale mają mniejsze i są głupsze, mniej się tam zmieści. Im się nie mieści we łbach cofanie do tyłu.

- Mnie się też “cofanie do tyłu” nie mieści w głowie. – Zacząłem być już lekko zirytowany, tu za pięć pół do trzeciej, zaraz mi się urlop rozpoczyna, kobieta na przeciwko mnie, zamiast dać mu normalnie z liścia w papę, gapi się w stół jakby tam szukała pomocy, grafik ma w dupie wszystko, coś mamrocze o Diablo dodatku, introligatorzy chichrają się po cichu, bo szacun do Romka jest, bo fachowiec na DTP.

- Że co?

- Możesz to jakoś wytłumaczyć, bo nie kumam ciebie Romku?

- To jest proste jak jebanie. Baby mają małe mózgi i dlatego nie umiom cofać do tyłu jak należy. Zawsze w coś wyjebią, albo słupek, albo wózek, albo zostawią portfel na dachu.

- Jednym słowem…

- Jednym słowem, kobieta co ma prawko to już na pewno jakaś idiotka, kretynka co nie umie cofać…

- … do tyłu?

- No! – Mlasnął Romek węsząc w końcu porozumienie, bo przecież nie mogło być inaczej, chłop z chłopem zawsze się dogada.

- A twoja matka ma prawko, a żona?

Aga podniosła roześmiane oczy uradowanej gosposi, nienawidzącej swego pana. Grafik parsknął śmiechem nie odrywając myśli od magicznej zbroi, w którą, zaraz po przyjściu z pracy wpakuje runę “EL”, a introligatorzy podśmiewali się między sobą, nie zdradzając jeszcze tego, że szacun dla mnie jest większy niż szacun do Romka, bo w ich hierarchii wartości, bycie dobrym fachowcem jest na drugim miejscu, zaraz po “dobrym dojebaniem komuś”.

- A spierdalaj na ten urlop i żebyś z niego nie wrócił. – Odwrócił się Romek rychło, co zajęło mu chwil parę. Odszurał od nas i tygodniowy wypas mógł się zacząć.

Tylko uczucie miałem miłe średnio, bo z taką klątwą, to dziwnie było się w ten wywczas udawać.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.