ślepiec
- Panie doktorze. Było to tak. Najpierw zniknął ojciec, później matka, później rodzeństwo, jeszcze później sąsiedzi, no i pan też zniknął.
- Nie zniknąłem, przecież tu jestem.
- Nie ma pana, panie doktorze.
- A kto jest?
- Nikogo nie ma, nie ma całego miasta.
- Domów też nie ma?
- Są. Ludzi nie ma.
- Widzi pan kogoś?
- Nie.
- A w telewizorze?
- Tylko mnichów.
