serial
zainicjował podpalanie paperosów wśród trzech pań korony palarni
żona jego u szczytu korony jaśniała czerwonym brylantem żarzącym najlepiej
w czwórkę stali on wyłamany z korony płcią
ale tylko bo człowiekiem wciąż choć nigdy nie w ciąży
chyba że ona będzie
teraz wraz z innymi płodzi perłowe i śluzowe żarty na temat podobnych jemu
samców w seksie wolnych i we wszystkim innym zniewolonych
- mężczyźni nie nadają się do niczego – mówi jedna z podkoronnych
- nie no do czegoś się przydają – dodaje druga
- taaa…aaak – wtrąca się klejnot – do kopania
mężczyzna odrzuca od siebie paperos niedaleko by mógł odejść
odszedł krok lub kroki kroki
i go przycissssssnął
zgasło oko czerwone jak rubin
i martwe i czarne
Stiella Ljienka
„podeszfa”
- Dlaczego znów to zrobiłeś?
- Co dlaczego? Zadajesz mi to pytanie od lat, a ja ci zawsze odpowiadam: bo tak, zachowujesz się jak imbecylka, z tymi sprzątaczkami, kucharkami, z tym pospólstwem. Gadasz, paplasz, o naszych tajemnicach małżeńskich.
- Co ty bredzisz, za dużo chyba przebywałeś ostatnio w towarzystwie ferrytów i ci zaszkodziły..
- Od ferrytów się odpieprz, tak jakby twoje magnesy były zbawienne dla szarych komórek…
Kłótnię przerwała syrena oznaczająca kolejną fazę eksperymentów nad nowym silnikiem magnetycznym.
- Muszę wracać do labu, pogadamy później.
- Nie wiem czy będę miał czas.
Wrócili do swoich zajęć. Usiedli za biurkami i patrzeli na siebie krzywo przez chwilę. Musieli ze sobą w końcu zacząć rozmawiać, ich praca tego wymagała.
- Mógłbyś mi podać ostatnie wyniki dotyczące rotacji w tunelu?
- Przeciążenia są wciąż zbyt duże, prędkość jest oszołamiająca, sześć tysięcy czterysta kilometrów na godzinę.
- Podaj mi po prostu kartkę z danymi, umiem czytać.
Podał jej arkusz papieru zapisany cyframi.
Drugie śniadanie przypada na godzinę dziewiątą trzydzieści. Syrena zawyła. Współpracownicy rozeszli się po terenie fabryki w poszukiwaniu odrobiny prywatności. Oni zostali, udając, że pracują.
- Wytłumaczysz mi coś?
- Nie teraz, mam przerwę.
- Powiedz mi, dlaczego to robisz, dlaczego jesteś takim chamem. I co ja mam teraz zrobić, co?
- Rób co uważasz, ja chciałbym móc palić papieros nie słuchając tych sprośnych żartów.
- A co w nich złego?
- Pokazałem ci właśnie.
Zaskrzypiał faks oznajmiając, że nadeszła wiadomość. Spojrzeli na siebie, do urządzenia mięli taką samą drogę. Jak kowboje w południe czekali na sygnał, po podłodze podmuch klimatyzatora przewalał kartki, sygnał końca nadawania zabrzmiał zgrzytliwie. Oboje odepchnęli się od biurek i na fotelach posunęli w stronę faksu. Ona złapała pierwsza, on drugi, ona szarpnęła i on, teraz mięli wiadomości dwie.
- Pokaż mi swoją część, może to coś ważnego do mnie.
- Raczej do mnie, początek jest o ferrytach.
- Pamiętaj, że nie masz wyłączności na nie.
- Teraz mam.
- Jak to!?
- Dostałem wczoraj, a ten faks to właśnie potwierdzenie. To znaczy, może być jak mi oddasz drugą część.
- Zapomnij. Jak przeprosisz.
Wrócili do biurek. Gapił się w strzęp papieru starając się wydedukować co może być na tej części, którą posiada ona. Przyglądał się jej, niczego nie mogąc wyczytać z jej twarzy. Musiał zapomnieć o tym, że jej oblicze nie dało się przeniknąć.
Wpatrzona w kawałek dokumentu próbowała odszyfrować treść. Mimo tego, że posiadała znaczną część dokumentu ciężko jej szło z słowackim.
- Niby podobne, a jednak…
- Zamknij się, proszę.
- Oddaj mi to.
- Nie.
Nie zauważyli gdy biuro znów się zaludniło. Wrócili do swoich wykresów i obliczeń. Czasami jedno lub drugie, szło do laboratorium aby skonsultować jakieś nieścisłości z inżynierami.
- Następnym razem jak będziesz szedł do labu przynieś mi wyniki ostatniego testu turbiny.
- Nie możesz zapamiętać, że turbiny już nie ma, tunel – teraz mamy tunel. Skup się do cholery.
- Mogę mówić jak mi się podoba.
- Wiesz co jest w tobie najbardziej irytujące?
- Ty?
- Nie, nie ja, twoja ignorancja. Siedzimy w tym projekcie naście lat, a ty wciąż nie możesz zapamiętać nazw rzeczy, które sama zaprojektowałaś i zbudowałaś.
- A weź się odchrzań, przyzwyczaiłam się do turbiny i już, bardziej to pasuje do silnika niż tunel. Odkąd skończyłam siódmą klasę silnik składał się ze turbiny i ze stojanu, więc co się czepiasz. Nie możesz przełknąć tego, że ci zwróciłam uwagę.
Zerkali na siebie spoza ekranów. Widzieli tylko opromienione zimnym światłem ekranów włosy, ale przyglądali się ruchom głów. Po tylu latach spędzonych za biurkiem, po tych ruchach umieli stwierdzić, czy pracuje, czy myśli nad czymś, czy może gada z byłą lub byłym na czacie.
- Myślisz o niej, prawda? Patrzysz w martwą niedostępną ikonkę i marzysz?
- Ja pierniczę, dlaczego ty mi z tym wyjeżdżasz?
- Podobała ci się.
- Nie bardziej niż tobie młody blondasek od ferromagnetyzmu.
- Zabolało cię to, bo młody i też z ferro, czułeś zagrożenie z dwóch stron.
- Przestań pierdzielić kobieto, on nie sięgał mi do kolan.
- Ale jemu sięgał do kolan.
- Co powiedziałaś?
- Nic.
Dzień zbliżał się do końca. Poranne zajście paliło jak zachodzące słońce. On wiedział, że ta rozmowa musi dojść dzisiaj do skutku, musi umrzeć bezpłodnie i jutro znów powrócić po porannym papierosie.
W samochodzie cicho grała znajoma melodia. Ona prowadziła energicznie, miała dar do tego, on nigdy nie odważył się zrobić prawa jazdy.
- Chcesz wyprawić ludzi w podróż pociągiem, który ma rozwijać prędkość sześciu tysięcy kilometrów na godzinę, a boisz się prowadzić samochód.
- Po pierwsze wolę rower, a po drugie, to jest dla tych, którym się spieszy. Mnie się nie śpieszy.
- Może powinno.
- Co chcesz przez to powiedzieć.
- Nic.
Zaparkowała pod domem. Wysiadła i otworzyła bramę do garażu. Wskazała mu palcem ciemny środek pomieszczenia i kazała wjechać. Tyle potrafił. Zaparkować w garażu, chociaż zdarzało się i że to sprawiało mu trudności.
- Nie zadrapałeś.
- Nie.
- Posłuchaj, jestem zmęczona, więc wyłożę ci sprawę krótko.
- Bardzo?
- Nie ironizuj, wnerwiasz mnie tak, że mam ochotę cię zabić.
- E, to jeszcze nie najgorzej.
- Doigrasz się.
- Możliwe.
- Nie szukaj guza.
- Już go znalazłem.
Wieczór spłynął wodą z prysznica do ścieków. Spłyną winem do brzucha, spłynął śliną do zlewu.
Mięli dwa oddzielne łóżka, ale w jednym pokoju. Leżeli gapiąc się w sufit. Ciemność wypełniała się kłębami dymu, spomiędzy żaluzji przebijało światło latarni krojąc kłęby na równe plasterki.
- Jeśli sobie żartuję z koleżankami, nie wtrącaj się, a już nie w taki sposób jak dziś.
- Niby jaki?
- Nie udawaj… Taki, że spuszczasz łeb i odchodzisz, jakby mój żart dotyczył twojej męskości.
- A nie dotyczył? Mówiłaś o mężu przecież.
- Przecież wiesz, że to takie żarty pań po czterdziestce. Kobiety też są sprośne… Nie to… – Po prostu nie odchodź jakbym zdradziła twoje wstydliwe tajemnice. Niczego ci nie brakuje.
- No właśnie dlatego nie rozumiem twoich żartów. Czemu one mają służyć. Stoisz tam na palarni, rechoczesz z tego, że sprzątaczki mąż nawet nie ściąga spodni, że kucharka odwala swoją „pańszczyznę” raz w miesiącu, i tak dalej.
- Lubię te kobiety, coś mnie z nimi łączy.
- Świńskie dowcipy.
- Słuchaj, nie rób tak więcej. Nie słuchaj, pal i odejdź.
- Nie da się tego nie słuchać.
- Nie rób tak, nie zachowuj się tak jakbym cię skrzywdziła.
- Dlaczego? Obrażasz mężczyzn, a ja jestem mężczyzną.
- Nasze żarty dotyczą mężczyzn, którzy dawno przestali nimi być, Balazk by to wyśmiewał.
- Nie wtrącaj w to Balzaka.
- Wiesz w jakiej mnie sytuacji stawiasz?
- W jakiej?
- Ty odchodzisz, idę za tobą, tłumaczę ci, żebyś nie robił tak, a wiesz co one myślą?
- Co?
- Że jestem zołza, że się z ciebie śmieje a potem ci jeszcze robię wymówki. Przecież nawet gdybyś poszedł do nich i im powiedział, że ty tylko tak, żeby mnie ukarać, to one by nie uwierzyły.
- Niby dlaczego?
- Bo pomyślałby, że nakrzyczałam na ciebie, że teraz jesteś pantoflarz i żeby one o mnie zmieniły zdanie wysyłam ciebie…
- Kurde, co ty wygadujesz, to trochę skomplikowane, może aż nadto.
- Dlaczego skomplikowane?
- No, bo…
- Zbyt skomplikowane jak na sprzątaczki i kucharki? O
