sędzia i węgielek
- Węgielek wychodzi.
- Cholera, już?
- No, już. Czas pędzi drogi kolego – prokurator był niewzruszony – pędzi – dodał.
- I co?
- A co pan sobie życzy?
- A jakie są możliwości?
- Zmiana adresu.
- Niech będzie. Kiedy?
- Kiedy pan chce?
Rozmowa toczyła się dalej. Padły ostateczne ustalenia. Sędzia zostanie ukryty w górach. Jego tożsamość zostaje zatajona ostatecznie. Nikt nie będzie wiedział kim on jest. Węgielek nie będzie się mógł tego dowiedzieć. Na tę okoliczność o istnieniu sędziego zapomnieli wszyscy z resortu.
- Wolność, drogi kolego – zagadywał Węgielek rysowanego jegomościa – wolność to jest to.
- Tak, wolność. Dobrze być wolnym. – Odpowiedział rysowany pan.
- Już kończę proszę kolegi.
- Jestem ciekaw efektu.
- To dobrze, byle nie za bardzo. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Nie wierzę w ludowe powiedzonka. Nie ufam im. Ciężko zaufać w coś co powstało z tak zwanej ludowej mądrości. Bo jaka to mądrość?
- Co racja, to racja.
Szanowny jegomość był zadowolony z portretu. Uiścił opłatę w wysokości trzydziestu pięciu. Ujął rysunek pod pachę i odszedł. Na miejscu, w którym siedział pozostawił gazetę.
Węgielek poczekał aż drogi kolega odejdzie i zajrzał do dziennika. Poskładał w całość pozakreślane słowa. Uśmiechnął się do siebie. Jestem sprytniejszy niż pan, panie sędzio, pomyślał i uśmiechnął się jeszcze raz.
- Nie dobrze – prokurator był zdenerwowany – nie dobrze panie sędzio. Węgielek wie.
- Bardzo nie dobrze – odparł sędzia.
- Może być gorzej.
- Co pan proponuje?
Ustaleń nie było zbyt wiele. Sędzia nie bał się. W tajemnicy przed żoną postanowił złapać Węgielka na próbie. To wystarczy by zamknąć go znów na jakiś czas.
Górska wioska od razu odnotowała przybycie nowego. Nie da się przybyć do niewielkiej osady bez bycia niezauważonym. Wiedział to sędzia i wiedział to Węgielek.
- Dzień dobry panie sędzio. – Węgielek starał się dojrzeć czy ów człowiek, odpowiedzialny za jego długoletnią izolację będzie zaskoczony.
- Dzień dobry Węgielek. Nie jestem zaskoczony widząc cię. Pewnie chcesz się zemścić.
- Proszę, niech pan, panie sędzio, usiądzie.
Sędzia bez oporu i bez lęku usiadł na wskazanym zydelku.
- Narysuję pana.
- Zawsze rysujesz portrety swoich ofiar.
- Widzi pan, panie sędzio, jak się tak długo siedzi poza wolnością, to się dużo myśli.
- I ty myślałeś, Węgielek?
- Oczywiście. Ale samo myślenie to nie wszystko.
I Węgielek opowiedział sędziemu o swoich duchowych podróżach, o przemianie jaką przeszedł.
Sędzia uważał na każde słowo wypowiadane przez ofiarę sprawiedliwości.
- Może i się zmieniłeś Węgielek, ale ja ci nie wierzę.
- To mnie akurat nie dziwi. Zresztą to nie jest ważne.
- A co jest ważne Węgielek?
- Życie.
Słońce chyliło się ku upadkowi. Pan sędzia postanowił odejść. Szedł dumny i wyprostowany. Nie bał się. Ostatnie słowa Węgielka uspokoiły go. Zdał sobie sprawę z tego, że jednak się trochę bał.
- Panie prokuratorze. Moja żona i dzieci nie żyją.
- Tak wiem. Już mamy Węgielka.
- Ale to nie mógł być on. W tym czasie, gdy moja rodzina powiększała ilość gwiazd na niebie ja z nim rozmawiałem.
- Prawdopodobnie miał wspólnika.
- Nie wydaje mi się.
- Szukamy śladów. – Prokurator był stanowczy.
- Mnie się wydaje…
- Dobrze. – Dobrodusznie powiedział prokurator. – Niech pan odpocznie, panie kolego.
Sędzia spotkał się z Węgielkiem w celi.
- Wiesz Węgielku co to za cela?
- Śmierci.
- Zgadza się.
- Przykro mi panie sędzio. Nie miałem z tym nic wspólnego. To może Plastuś zrobił, on też miał do pana coś.
- Możliwe, że Plastuś. To nie ma znaczenia. Będę cię bronił.
- Jest pan złotym człowiekiem.
- Pewnie tak.
Proces się ciągnął latami. Węgielka powieszono. Pan sędzia bardzo się tym zasmucił.
- Czemu jest panu smutno.
- Bo nie żyjesz Węgielku. Stałeś się dobrym człowiekiem. Wiem to. A mimo tego zginąłeś.
- To jest zupełnie nie ważne panie sędzio.
- W takim razie co jest ważne Węgielku?
- Życie, panie sędzio.
