Anderseitsarbeiter

powód

- Tomasz – zagadnęła mnie Anna przy śniadaniu – jesteś już dojrzałym mężczyzną, więc powinieneś mnie zrozumieć. Ufam, że nie zaczniesz robić scen, nie podobne to do Ciebie, ale gdybyś miał taką ochotę, to proszę bardzo. Tylko pamiętaj, że moje zdanie po Tobie nie zostanie najlepsze.
Zacząłem się denerwować. Anna, moja od kilkunastu lat żona, nigdy tak nie przemawiała. Ten wstęp mnie rozpieprzył. Nie mogę powiedzieć: „zawsze gdy tak zaczyna to…”, bo do tej pory nigdy tak rozmowy nie zaczynała. Mówiła w sposób bezpośredni, nie ukrywając swoich myśli. Miało to swoje zalety, ale miało i wady. In plus – zawsze wiedziałem na czym stoję, in minus – nie dało się łagodzić konfliktów lukrowanymi słówkami. Choć wydaje mi się, że to in minus w tym przypadku jest in plus. Bądź co bądź, miało to swoje dobre i złe strony. Wtedy, gdy mnie tak zagadnęła, mogłem się spodziewać czegoś strasznego. Zważywszy, że mówiła bardzo spokojnie, przegryzając kanapkę z serem cheddar.
- Słucham. – powiedziałem nie od razu, dopiero po kilku chwilach obawy, mój głos nie rościł sobie pretensji do spokoju, był rozedrgany i piskliwy. – O co chodzi?
- Ano o to, że już jesteś dojrzały. – moja żona nie spojrzała na mnie.
Wodziła wzrokiem po talerzu szukając najlepszego „kanapko”. Spojrzenie zatrzymało się na tuńczyku i suszonych pomidorach, stały obok siebie, otworzyła słoik i sięgnęła po ciemnoczerwony plaster warzywa. Zaczęła mu się przyglądać – ale to dziwne…
- Anka, co z tym dojrzałym? – zdenerwowałem się, bo zaczęła taką kwestią, a skupiła się na oglądaniu „pomidoro.”
- On jest przedojrzały.
- Ale co to ma wspólnego ze mną?
Jej niesforność czasami doprowadzała ludzi do rozpaczy, była bardzo niepokorna, mnie osobiście się to podobało, choć zauważałem w oczach innych ludzi, że chętnie widzieliby ją na dnie łyżki. – Powiesz w końcu, czy nie?
Odłożyła plaster pomarszczonego pomidora z powrotem do słoika i spojrzała na mnie.
- Nie powinnaś już tego wkładać z powrotem, bo reszta spleśnieje. Ludzka skóra ma kwaśny odczyn.
- Dobra, dobra – machnęła ręką, tak jak zawsze gdy starałem się jej zwrócić uwagę. – Jesteś dojrzały i nie masz już pryszczy.
Zatkało mnie, no zamurowało jak potępieńca w murach kościoła.
- Że co, że jak? – wydukałem.
- Nie masz już pryszczy, dojrzałeś – znów włożyła rękę do słoika i wyjęła pomidor.
W tej chwili naprawdę nie wiedziałem co myśleć. Czy to był żart, jakaś ściema?
- Czy to jest żart, jakaś ściema? – zapytałem by dowiedzieć się więcej.
- Nie żadna ściema, żaden żart. Myślę, że nie muszę Ci tego tłumaczyć, gdyż doskonale sobie zdajesz sprawę z tego, co i jak. W końcu jesteś już dojrzałym mężczyzną. – zjadła pomarszczonego tyczkarza.
Zacząłem w głowie przeglądać album z jej dziwnościami. Zatrzymałem się pod „p”, zerknąłem na hasło pryszcze, przy którym widniał cytat: „uwielbiam wyciskać Ci pryszcze, lubię jak wyłażą ze skóry, takie małe żółte glizdy, uwielbiam je LI-KWI-DO-WAĆ!” Zaświtało mi we łbie.
W pracy pojawił się niedawno Patryk, młodzieniaszek, z tak pięknie opryszczoną gębą, że nawet poczułem się zazdrosny. I chyba nie bez powodu.
- Patryk! – oznajmiłem płaczliwie.
- No, ale nie ma co się mazgaić. Jesteś już dojrzałym mężczyzną. Póki co możesz mieszkać ze mną, później sobie coś znajdziesz. I tak wiesz, że Ciebie kocham najbardziej ze wszystkich moich lal. Puściła do mnie oko i zaczęła się śmiać. A śmiała się długo i budyniowo.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.