Anderseitsarbeiter

o tym, że Bóg nie słucha modlitw Rity

O tym, że ciało Hioba poskręcał jak strużynę, wywabił jego życie z barwnych plam rodziny i dostatku wiemy doskonale. O tym, że było to wynikiem zakładu, gdyż Bóg i Szatan mają żyłkę hazardzisty wiemy, lub udajemy, że nie wiemy. O tym, że Bóg wygrał wiemy, ale nie do końca możemy być pewni, gdyż mecz mógł być ustawiony, w końcu sędzia nie był bezstronny. Wierny poczciwiec trwał przy swoim Pasterzu, trwał w modlitwie jak trwa człowiek w czasie. Przeżywał kolejne kataklizmy pogrążony w rozmyślaniach. „Dlaczegoś mnie to Panie uczynił, najmędrszemu i najbardziej Ci oddanemu? Jam nie winien, jam nie zasłużył, więc dlaczego ja?” Hiob, którego życie skończyło się podczas jednej wieczerzy, podczas, której doniesiono mu o pogromach wśród stad, o śmierci dzieci, Boga nie przeklął. Wykrzyknął tylko w rozpaczy: „Pan dał, Pan zabrał.” Czyż czekał nagrody, już tu na ziemi? Czy mógł wiedzieć, że jego trwanie w cierpieniu skończy się i znów, na nowo w jego ciele zakwitnie płodny kwiat, zdolny wydawać kolejne owoce, a jego stada rozmnożą się liczniej niż przedtem? Jakby się czuł gdyby wiedział, że próba jest wynikiem zakładu, tak niskiej i nie godnej Boga zachcianki? Czy dalej trwałby w swej wierze, w swym niezachwianym byciu sługą Pana. Schorowany i wynędzniały, prowadził życie w dzielnicy dla trędowatych. To rzucony mu skrawek chleba, to miska pomyj ofiarowana przez współczujących ratowało jego bycie. Brnął zamknięty w sobie, otoczony pancerzem ze świętych słów. Nastał dzień, w którym Szatan powiedział: Dobrze, tę bitwę wygrałeś. Piszemy na tablicy – Bóg 1pkt., Szatan 0. Potocznie mówiąc jeden do zera.

Bóg słuchał modlitw Hioba, czy też ich nie słuchał? Możliwe jednak, że ich nie słuchał. Czy trener gladiatorów, patrząc na ich zmagania słuchał ich próśb, błagań swoich o życie zawodników? Hiob wierzył, że Bóg jest przy nim. Bóg Hioba chłostał złośliwie samemu nie mogąc się nadziwić jak wytrwały jest ten człowiek. Wielka jest twoja wiara pyle, jesteś moim najlepszym zawodnikiem. Dostaniesz nagrodę, myślał Stwórca. Szatan blisko Hioba się przechadzał, choć jego samego nie tykał. Jak Diabeł kusił wątłego człowieka, nie wiem, ale kusić go musiał tym, co ów stracił. Po wygranym zakładzie, Bóg w nagrodę, Hiobowi przywrócił utracone godności, ze zdrowiem włącznie. Co lepsze, dla Hioba oczywiście, dobra wróciły do niego w ilościach większych niźli posiadał je wcześniej. Czy o to modlił się Hiob?
Są modlitwy i są prośby. W niedzielę w modlitwach można znaleźć słowa natchnione i wielkie jak litera B w słowie Bóg. W dni powszednie, prośby łączą ludzi z Panem. – Modlę się o ozdrowienie żony, Panie Boże. – Modlę się i moje modlitwy zanoszę Tobie Boże – wznoszone ciche słowa, na skrzydłach lęku oklejają sklepienia świątyń, by z biegiem czasu, wraz z osypującą się farbą opaść na ceglaną, zakurzoną posadzkę. – Pszę Ciebie, Tfórco Niebieski żeby ja jutro wyprzedała całom marchew, co by nie poszłach na zmarnowanie. Przyrzekam, że będę dobra dla ludziuf i sierot. – Prośby swoje motywujemy tym, że nasza dalsza kariera, będzie na cześć i chwałę Twoją – proszą Ania i Tomek z dziećmi.
Szepty modlitw, skradające się prośby, święte i powszednie lecą ku Dachowi z chmur, pod sam próg Pana Boga wszystkie te słowa wypowiadane w chwili samotnej refleksji pod obrazem lub wykrzyczane na gejowskiej paradzie. Wszyscy chcą być wysłuchani, każdy chce mieć swoją, choć króciutką audiencję przed tronem Najsprawiedliwszego.

Nie słucha, bo ciężko słuchać tego wielogłosu, który potężniejszą niż sam Bóg falą kakofonii niszczy drobniutkie sensy w niej ukryte. A może słucha tyle, że obojętnie, tak jak się słucha radia podczas sprzątania. Słyszy głosy porwane przez wiatr i wzrusza ramionami? Patrzy przez palce na bałagan, któremu pozwala istnieć, jak pozwalał cierpieć Hiobowi na cześć i chwałę swoją. Patrzy i myśli, że miłość ludzi do Niego jest większa niż Jego do ludzi. Czy nadstawia ucha Zbawca Świata na te głosy maluczkich, na westchnienia ledwie, niezwerbalizowane „Boże pomóż”, czy może znikają one w potopie modlitw o deszcz?

Modlitw ustnych i (z)myślnych, modlitw do Boga lub innych istot, którym ludzie nadali sakralne znaczenie, modlitw głośnych jak ryk trąb i cichych jak ostatnie westchnienie umierającego. Mocnych jak pięść i słabych jak piąstka. Modlitw-słów jak pszczół w roju, jak węży w gnieździe. Wiążą się i łączą na stałe słowa wymawiane w kościołach, w meczetach, cerkwiach, synagogach, w domach Bożych i nie bożych. Zbierają się nad ziemią, wirują niczym odwrócone tornado, przypominające trąbkę do ucha z niegdysiejszych czasów. Wpadają w przestwór boskiego organu z hukiem, rykiem i jękiem. Poszerzone o jego wiedzę na ich temat, o to każde „błagam”, „proszę” i zlituj się. Mieszają się i nikną.

Rity doświadczenia są wątłym echem tego na co Pan Bóg skazał Hioba. Pomór setek zwierząt to nie to samo co zgubiony portfel. Śmierć dzieci to nie to co przytrzaśnięty drzwiami samochodu palec, a analfabetyzm to nie trąd. Potocznie się mówi o takich ludziach jak ona, że są upośledzeni w stopniu lekkim. Rity modlitwy poranne, bezpretensjonalne, prawie nieme. Z Rity ust wciąż dziecięcych wypadają, mimo, że Rita już w babcinym wieku, wylatują w niskie niebo fabryki słowa ciche, zagłuszane łoskotem maszyn: ”Panie Boże, żeby wszystkie linie wyrobiły się dzisiaj i żebyśmy skończyli o czasie.”

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.