nygus
Słuchajcie ale, nikomu ani słowa.
Kolega w pracy mi mówił…
ale dla mnie to niepojęte…
Było jakoś przed śniadaniem, jeszcze jedenastej nie było. Stałem przy gilotynie Polar S 78 i ciąłem papier. Nygus stał obok i był leniwy do roboty.
To musiało być niedaleko przed śniadaniem, bo jeszcze gadaliśmy, że po śniadaniu śmietniki opróżnimy spod gilotyny.
I nie wiem jak na ten temat zeszło, ale jakoś tak, jak zawsze przy robocie, no wiecie, gadka-szmatka. Takie tam „bla bla bla”.
- No to jak ty te dziewczyny wyrywasz? – zapytałem.
… aha już wiem, jak na ten temat weszliśmy…
…podszedł do nas Mały, a Mały to konfident jebany, Brygadzista go zawsze wysyła na zwiady, żeby uprzejmie donosił jak coś zobaczy, jak ja z Nyguniem w pasjansa u mnie na magazynie gramy.
No i Mały podszedł, a ja wydałem komendę do Nygi, „po angielsku teraz”, co znaczy, że nie gadamy normalnie przy kablu. To zaczęliśmy o tym, że przez Sycowice tiry jeżdżą w weekend jak zabronione mają. Mały postał, posłuchał i poszedł, zdać relację. Poszedł i gadał im wszystko co mówiliśmy, słowo w słowo. Jakby miał dyktofon w dupie, jak mawia Nygus. Głupi Mały jest, za głośno gada!
To się Nygus na Małego od razu wkurwił. I mówi do mnie: – Ni chuja on nie miał baby. A ja na to: – Nie moja sprawa. A on do mnie: – Jak kurwa nie twoja jak gadamy o
tym. – No i się moją sprawą nie moja stała.
- Go kiedyś na dupy na trase chciałem wziąć, ale się wymigał, nie miał baby jak ci mówię – udaję, że nie słucham, ale słucham, bo ciekawe, co Nyga mówi – Mówię do Małego, chodź na panienki ci wszycho powiem, jaki bajer itede itepe, nie…? cały ten bajer… Mówię mu, że se porucha. A on nic, że nie. Nie to nie, mówię mu.
Swoją robotę robię, czasami na Nyga popatrzę z dezaprobatą, żeby nie myślał, że pochwalam obgadywanie, ale nie przerywam mu. Nygus to taki jest, że lubi poplotkować, ja tam nie, ale posłuchać mogę.
- Mały to jest klamka. Mały głupi jest. Jak oni powiedzą, że ma zjeść gówno, to zje. Kiedyś się kręcił koło takiej jednej, to mu mówię, Mały bierz się za nią, zanim spierdoli, a Mały nic, jebany trzepacz. – Nygus się zaperzył, a mnie zastanowiło skąd on taki znawca relacji jest. To się go pytam:
- Nygusek, a skąd ty wiesz jak te laski bajerować. – I on mi mówi, jak co się robi, a ja się dziwię, bo ma i dziecko i żonę no i panny jakieś wciąż wyrywa.
- Jak poznaję jakąś dziewczynę to się o niej wszycho dowiaduję. – Mi odpowiedział.
- A jak ty ją poznajesz? – Kolega mi się miga od odpowiedzi, ale patrzę na niego tak, że w końcu pęka i mówi:
- Najczęściej to przez koleżankę jakąś. Jak już poznam – sam się rozkręcił – to się od koleżanki wszystko wywiem. Czy pali, czy pije piwko, czy nie? Wszystko. – Mówił by dalej ale pojawił się na horyzoncie Brygadzista, więc szybko uciekł na zaplecze spalić papierosa. Zawsze tak robi, bo jak go ktoś złapie, to mówi, że właśnie coś tam zrobił a teraz ma przerwę na papierosa. Jak kierownik zniknął to go zawołałem.
- Znaczy się tak: masz żonę i syna?
- No.
- Żona czeka w domu, ty łazisz po mieście z jakąś laską? Tak?
- Nie. Idę z nią do Tatu.
- A żona czeka w domu. Co ty jej mówisz?
- Że mam robotę i przyjadę później.
- Acha… To po jaki chuj się chajtałeś?
- No bo dziecko…
- Rozumiem…
Szkoda mi się chłopaka zrobiło, jak zobaczyłem, że mu niepotrzebnie o tej żonie i dziecku przypomniałem. To zagaduję go dalej o te dziewczyny. Pytam się, go o to, po co się z tymi dziewuchami umawia? A on mówi, że to jego przyjaciółki, że nie fika ich, tylko najwyżej się z nimi całuje, i to tylko na dzień dobry i dowidzenia. No i pytam jakie ma patenty na te laseczki?
- Jak wiem, że lubi piwko, to do Tatu idziemy, a jak pali to częstuję malboraskiem.I gadam z nimi. One wszystkie lubią gadać.
- A o czym z nimi gadasz? – pytam, bo strasznie ciekaw jestem jak te rozmowy wyglądają, ale niewiele się dowiaduję:
- O wszystkim, o ich facetach chujowych, co na baby łażą.
Nygunia bardzo przy tym wszystkim był rozpłomieniony bo się dziś umówił z Asią co w Piotrze i Pawle na kasie pracuje. Ładniutka, szczuplutka i ma czym oddychać, rozumiesz, do mnie mówi. Pewnie, że rozumiem. Każdy pies na baby lubi takie. Ja tam wolę inne, ale on to tylko takie.
- A jak żona się dowie? – pytam myśląc, że spowoduję u niego zawał, ale nie.
- A chuj jej do tego. Niech małego lepiej pilnuje.
- Po coś ty się żenił?
- Bo dzieciak, mówiłem…
- To się rozwiedź, dla dobra dziecka, twojego i jej.
- Cie pojebało, a jej starzy…?
- Co cię kurwa obchodzą jej starzy, będziesz grzecznym tatą, będziesz płacił alimenty jak będziesz mógł, z synem się spotkasz dwa razy na tydzień i będzie lepiej.
- Dziecko ma mieć ojca…
- Pierdolisz aż głowa boli. Ile razy w tygodniu się upijasz?
- Kilka, no i jeszcze z kuzynkiem…
- I co, kłócisz się z żoną potem?
- No.
- I co, dziecko wszystko słyszy i widzi, tak?
- No.
- Ty weź się chłopie lepiej rozwiedź…
- Ale ty mnie w-wkurwiasz. Na wszystko masz radę… co nie wiadomo co z nią zrobić…?
Nygus posmutniał. Wie, że mam rację, ale trzyma się sznurka od tej kozy co na nim kiedyś była, a sznurek do palika przyzwyczajeń uczepiony i Nygus dynda na nim bezradnie.
- Ty się chyba kurwa za długo uczyłeś… – powiedział z wyrzutem, a ja się nie przejąłem, bo patrzę na zegar a tu już pora śniadania. Klepię Nygę w ramię, mówię, że idziemy jeść. On się prostuje i patrzy na mnie cierpiącymi oczami z głupim uśmiechem odsłaniającym brak górnej jedynki.
- Idziemy jeść – odpowiada.
