kosmici
Przyszedł do Plato, człowiek. Jego mina była wielce zatroskana, czoło nabiegłe chmurnie i wzrok skupiony na czubku nosa.
Człowiek:
- Powiedz, Plato, jak to będzie? Będzie sąd ostateczny?
Plato:
- A co to jest?
Człowiek:
- U dni kresu, gdy wypełni się czas, otworzy się Niebo i wyjrzy zza chmur twarz Pana. Wtedy Pan, zawezwie wszystkich ludzi by stawili się przed jego obliczem, aby ich sądzić, podług ich czynów. Za złe uczynki, do piekła, za dobre do nieba, a za nierozstrzygnięte, do czyśćca.
Plato:
- A jak nazywasz swego Pana?
Człowiek:
- Bogiem go zwę.
Plato:
- A dlaczego zwiesz go Bogiem?
Człowiek:
- Jak to, dlaczego? Bo jest w Piśmie tak nazwany, bo jest naszym Panem, nieskończenie miłosiernym, nieskończenie dobrym i wszechwiedzącym. Inaczej owej Istoty zwać nie poważnie.
Plato:
- A czy w Piśmie twoim nie jest napisane: “Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.”?
Człowiek:
- Jest, dokładnie tak.
Plato:
- A co Ci, mój przyjacielu, mówią te słowa?
Człowiek:
- Że Pan Bóg, nasz stwórca, wezwał nas do życia, uczynił podobnych sobie?
Plato:
- Jak to podobnych, czy wyglądasz jak Twój Bóg zatem?
Człowiek:
- Bóg wpuścił w nas swoje tchnienie, dając nam tym samym część siebie, duszę nieśmiertelną.
Plato:
- I czy się jeszcze lękasz sądu ostatecznego?
Człowiek:
- Dlaczego miałbym się nie lękać? Przecież nie wyjaśniłeś mi nic.
Plato:
- A czy umiałbyś oskarżyć swoją rękę, skazać i odcinając, wiecznie potępić. A czy wykułbyś sobie oczy, lub nalał wrzącego ołowiu do uszu, a czy byś jakąkolwiek część swego ciała, umiał okrutnie potraktować, nie wzbudzając w sobie sprzeciwu?
Odszedł Człowiek do swoich, słońce chyliło się ku morzy, Mędrca zostawił nad urwiskiem.
