jaś poznaje
Nie wyglądał z zewnątrz na taki olbrzymi, pomyślał Jasiu.
Korytarze wiły się bez końca. Drzwi o wciąż zmieniających się numerach przebiegały obok niego bez mrugnięcia okiem. Jasiu szedł, coraz bardziej zagłębiając się w swoje myśli, w swoje pragnienia.
Szukał biura pośrednictwa matrymonialnego, Jasiu szukał dziewczyny, Jasiu szukał pokoju 007-666.
Pokoje były ponumerowane w bardzo prosty sposób.
- W pierwszej kolejności – tłumaczył mu portier – mamy numer pietra, w następnej numer pokoju. To proste.
Proste, może dla portiera, który zapewne dalej swojej portierki się nie ruszył. Bo i po co, pomyślał Jaś, przecież jego obowiązki zaczynają i kończą się właśnie na portierce.
Stanął przed drzwiami o numerze 007-999. Trzasnął się w czoło. Musiał przeoczyć. Jakieś trzysta trzydzieści trzy pokoje. Przysiadł. Oparł się plecami o drzwi. Wyciągnął wymiętą paczkę papierosów. Włożył jednego kolesia z paczki do ust i już chciał zapalić gdy, wtem:
- Tu się Jasiu nie pali – burknął głos.
- Ja, ja, nie chciałem… – Jasiu rozejrzał się po korytarzu, nikogo nie zobaczył.
- Wejdź Jasiu, porozmawiamy.
- Dobrze.
Wstał schował paczkę kumpli do kieszeni, na później. Obrócił się na pięcie. Obrócił się raz jeszcze i zreflektował, że nie wie gdzie wejść ma.
- Wszystko spoko cwaniaczku, tylko gdzie mam wejść – zapytał głosu, który zamilkł i Jaś nie był do końca pewien czy to nie jakieś omamy były i tym samym pozwalał sobie na brak ogłady i swawolę.
Pamiętał doskonale to co spotkało Asterixa i Obelixa, którzy, o cienki włos nie popadli w obłęd, błądząc po podobnym gmachu, przesiąknięty duchem biurokracji, pełnego zawiłych korytarzy, setek drzwi i tysięcy szarych, pergaminowych twarzy urzędników. Wiedział o tym doskonale, dlatego też tak odważnie sobie poczynał zwracając się do głosu, którego brzmienie uznał za majak.
- Jasiu nie bądź tępak, otwórz te drzwi, przed, którymi stoisz.
- No dobra, ale…
- Co ale Jasiu, na rany…
- Te za mną, czy te przede mną?
- 007-999. Właź!
Jaś się trochę zmieszał, zdawało mu się, że to wariactwo go ogarnia, ale po uchyleniu drzwi wszystko wróciło do normy. Wyprostował się psychicznie i przemówił z pewnością:
- Szukam pokoju 007-666, ale to nie ten, prawda? -Zapytał lękliwie, zmienił ton, gdyż za biurkiem siedział w ciasnym podkoszulku facet wyglądający jak Henry Rollins.
- Jasiu, siadaj.
Jasiu usiadł naprzeciwko faceta w podkoszulku, który teraz górował nad nim niczym góra nad doliną. Jasiu pogrzebał w kieszeniach, wyciągnął papierek i podał go Henremu.
- Co to jest Jasiu?
- Lista życzeń.
Papierek wylądował w śmietniku obok biurka.
- Jasiu, czego Ci trzeba to ja wiem, ale sprawdźmy czy ty wiesz czego chcesz. – Henry pstryknął palcami i zgasło światło. Włączył się projektor filmowy i po chwili na torsie Henrego zaczęły pojawiać się napisy. – Jasiu czytaj po prostu.
- Mam na imię Jasiu i chcę spotkać dziewczynę z dużymi cyckami i obfitym sromem. Chciałbym… Ej! Nie mogę. Stój!
- Co Jasiu? Co się stało? – Znów zapanowała jasność, Henry patrzał na Jasia z politowaniem.
- Właściwie to co się tu dzieje, kim ty jesteś do jasnej ciasnej i w ogóle, to mi się nie podoba, ja szukam agencji pośrednictwa materialnego…
…matrymonialnego…
- Tak, matrymonialnego, a nie jakichś sprośności!
Henry zanurzył rękę w śmietniku stojącym obok biurka i wyciągnął karteczkę. Podał ją Jasiowi i kazał przeczytać na głos. A swoje życzenie wypowiedział głosem przykuwającym do krzesła co uniemożliwiło Jasiowi odejście mimo szczerych chęci. Chłopak wziął karteczkę do ręki i odczytał:
„Chciałbym spotkać dziewczynę, z którą mógłbym się rozwijać umysłowo, która mogłaby mnie przepytywać, z którą mógłbym ćwiczyć pamięć. Żeby była fanatyczką myślenia i nauki tak jak ja, żebyśmy mogli się przepytywać i ćwiczyć pamięć razem, bo samemu to nudno strasznie.”
Henry odchylał się na krześle przez cały krótki czas jaki Jasiu czytał. Gdy ten skończył Henry na niego nie spojrzał a zapytał tylko patrząc w sufit:
- Jaśku, czy ty to tak na poważne?
- No, tak, czemu niby nie na poważnie?
- Nie chcesz sromu i cycków, druta ciągania na kolanach na pieska od tyłu, nie chcesz, tego?
Jaś się zaciął, bo wcześniej nie pomyślał, że przecież i to też by się mogło zdarzyć. Ale nie pomyślał. Bał się nawet pomyśleć, bo przecież w biurze pośrednictwa matrymonialnego może jakaś koleżanka jego mamy pracować.
- A mógłbym chcieć? To znaczy, gdybym mógł chcieć to bym chciał, ale niech Henry na mnie spojrzy – wstał i obrócił się jak na pokazie mody, usiadł.
- No nie jest najlepiej, ale nie jest też najgorzej. Nie mam na imię Henry, wołają na mnie Dżyzaz, ale możesz mi mówić, Henry jeśli chcesz.
Jasiowi Dżyzaz wcale się nie podobało, uważał, że to trochę na wyrost i że właściwie to może nawet obrażać uczucia religijne, ale nie chciał wdawać się w teologiczną dyskusję z kimś, kto mógłby w miejsce teologicznych argumentów wprowadzić argumenty fizyczne.
- Henry, pozostanę przy Henrym. Więc uważasz, Henry, że mógłbym chcieć cycków i sromów i na pieska, że mógłbym?
- No jak najbardziej, gdybyś nie chciał, to ja bym się nawet dziwił. – Henry pomasował oczy tak jakby go słońce poraziło lub jakby był zmęczony.
- Coś się stało?
- Nie. Załatwmy to szybko. Weź tu karteczkę swoją, masz długopis i za pomocą ptaszków, takich jakie stawia nauczycielka w zeszycie ucznia gdy ten zapomni wpisać jakieś słowo w zdanie, wstaw tam słowa, które byś chciał. Wiesz słowo równa się atrybut dziewczyny czy coś takiego, rozumiesz? Wiesz co mam na myśli? – Jaś kiwnął głową.
„Chciałbym spotkać dziewczynę, z którą mógłbym się rozwijać umysłowo i seksualnie, która mogłaby mnie przepytywać i obciągnąć mi od czasu do czasu, z którą mógłbym ćwiczyć pamięć i pozycje seksualne. Żeby była fanatyczką myślenia,nauki i ruchania tak jak ja, żebyśmy mogli się przepytywać, ćwiczyć pamięć i orgazmy razem, bo samemu to nudno strasznie, bo ręka boli.”
- I co Jasiu, jak teraz ci się podoba Twoja karteczka.
- No teraz, Henry, to jest pierwsza klasa. I masz taką dziewczynę, co będzie właśnie taką?
- Nie, Jasiu, nie mam.
- To na co mnie to kazałeś napisać? Henry? Co ja mam teraz robić?
- No Jasiu. a po co tu przyszedłeś?
