Anderseitsarbeiter

dialog wewnętrzny

I

… pociąg do Skarżyska Kamiennej odjedzie z peronu drugiego…

Niby ciepło ale dmie po karku. Nie zjadłem śniadania. Bułki z kiełbasą żywiecką i z masłem. Lubię dużo masła żeby nie były suche. Nie ma nic gorszego niż zatkać się suchą bułką, staje w przełyku, a potem gniecie koło serca. Trzeba herbatą popijać. A jak gorąca?
Pociąg odjedzie, powiedziała. A jeszcze nie przyjechał. Tu nic nie działa jak trzeba. Jutro niedziela. Pośpię dłużej, do dziesiątej. Bułki zjem na kolację, a w Skarżysku coś zjem na dworcu. Zamiast obiadu z paczki. Słońce oślepia i nic nie widać, czy jedzie czy nie?
Kobieta, mała, zielonooka blondynka, stoi obok mnie. Często ją widzę, też jest ze Skarżyska. Czemu nigdy do niej nie zagadałem, czemu nie zapytałem choćby, która godzina? Teraz też nie zapytam, głupio tak, jak się już o tym pomyślało. Może się wydać podejrzane, że tak pytam bez powodu.
O! tamten facecik, na drugim końcu peronu… też go często widzę, pali fajkę zawsze, pachnie wanilią, albo lawendą, czy czymś, ale ładnie. Dziś akurat nie pali i ma plecak zamiast torby. A torbę miał fajną, wojskową. Zielona, duża torba z kieszeniami na zewnątrz, kieszenie z klamrami, solidne. Taką torbę bym chciał mieć. Dobra do pracy, poręczna.
Przy wejściu na dworzec stoi dwóch chłopaków, zawsze tam stoją, kiedy bym nie jechał to tam stoją i piją piwo. Nic nie mówią, tylko dzień dobry jak ktoś wchodzi i dowidzenia jak wychodzi. Do mnie nic nie mówią.
A ten… Nowy. Nie widziałem go wcześniej. Z walizą, i dwiema małymi torbami. Okulary ma, nie dziw, bo daje po gałach. Ale lata już koniec, dziwnie nosić okulary poza latem.

… pociąg do Skarżyska Kamiennej odjedzie z peronu drugiego…

No znów to samo. Jak odjedzie jak jeszcze nie przyjechał? Dziwny ten co przyszedł. Pisze na telefonie cały czas. Stoi. Nie rozgląda się. Nie interesuje. Widać, nie tutejszy. Walizę ma solidną. Taka dobra na podróże. Jak się daleko jedzie. Pewnie wyjeżdża daleko, bo ma taką walizę, no i te dwie torby, nie takie dobre jak tamtego, ta wojskowa, ale na podróż pewnie dobre, pakowne.
Blondynka się mu przygląda. Pewnie się jej podoba waliza, albo, która z toreb, pewnie też myśli, że dobra na podróż. To ciekawe gdzie on jedzie z takimi tobołami? Może podejść, zapytać, która godzina, albo jak pociąg podjedzie, to czy pomóc wpakować do pociągu tą walizę? Podejrzane będzie, jak tak zapytam, już pomyślałem, to się połapie od razu, że o tym myślałem. Jeszcze ucieknie, albo policjanta zawezwie.
Schował telefon, to się rozgląda za pociągiem. Pewnie też nie wie czemu ona mówi, że odjeżdża, skoro jeszcze nie przyjechał. Może mu powiem, że tu tak ona mówi, że tak ma. Widać, że się niepokoi, bo już mamy spóźnienia z pięć minut, a nie nadjeżdża. Ma przesiadkę w Skarżysku i się martwi czy zdąży. Albo do Krakowa jedzie, albo do Warszawy. Widać daleko. Waliza ciężka, widać. A może do Bielska Białej, bo taka ciężka. Podejdę i powiem, że zdąży, bo ma gruby zapas. Do Krakowa to ma 13.01, do Warszawy 13.15. To zdąży, dwunasta dopiero, a pociąg jedzie pół godziny. No, ale nie powiem, bo będzie podejrzane, że wiem dokąd jedzie albo że się domyślam, a po co się domyślam? To się przestraszy, że wiem, pomyśli – złodziej.
A pogadałby człowiek. Ot tak, co tam, skąd, dokąd, jak tam? Normalnie by człowiek pogadał. Zapytał, o to i owo. Jak ma taką walizę ciężką, to z daleka, a może tam inaczej, może lepiej? Dowiedziałbym się może czego, jaką robotę tam mają może? Nie zapytam. Jak tak obcego człowieka? Widać śpieszy się, to nie będę go zaczepiał. Jak się ktoś śpieszy, to jemu się wydaje, że każde słowo mu czas zabiera bezcenny. A ten się śpieszy ewidentnie. Widać, zdenerwowany, jakiś blady. W okularach, a na deszcz coś chmury się zaciągają. Może oko ma podbite i dlatego ma te okulary. Jakbym podszedł bliżej to bym może zobaczył, ale jak podejść żeby nie widział, że do niego? Peron wąski, to od razu zobaczy, że się zbliżam. No chyba żeby patrzył w drugą stronę, ale po co ma patrzeć w tamtą jak z tej pociąg ma przyjechać, to się nie będzie gapił w drugą. Śpieszy się, to mu lżej będzie jak pociąg zobaczy.
Coś pyta staruszki, która przyszła przed chwilą, nawet nie zauważyłem. Wieje coraz mocniej, to babcia kaptur naciąga. Coś mu mówi. Kobiecina patrzy na zegarek i pokazuje w tę stronę, z której pociąg ma nadjechać. Więc nie wiedział, że z tej. Mogłem podejść wcześniej. Jak patrzał naprzód. Teraz to już za późno. A tak mogłem usłyszeć jak mówi, jaki ma głos. Jakby miał miły, to i może bym zapytał o tą godzinę, człowiek z miłym głosem raczej nie woła policji i jest mniej podejrzliwy, mniej chytry. Kaplica. Nie zapytam, nie dowiem się, nie pogadam.
Gapi się na buty i wykręca stopy. Jakiś niespokojny. Znów telefon wyciąga i pisze, a nie… teraz dzwoni. Głośno mówi, to słyszę. Głos… jednak miły. Obrócił się i patrzy w niebo. Podejdę bliżej, jak nie widzi.
Skończył rozmawiać. Nie dosłyszałem, ale chyba z kobietą rozmawiał, bo na końcu coś posmutniał. Od niej jedzie, wyjeżdża na długo widać, bo smutny. Ona pewnie tam gdzieś w domu też nie wesoła. Może za granicę nawet jedzie, takie walizy jak na wygnanie?

Pociąg nadjeżdża. A ta nic nie mówi. Jak nie ma pociągu to zapowiada, pociąg jest, to nic nie mówi, bo i po co, jak jest. Ten w okularach stanął na linii i wypatruje, stoi przepisowo żeby nie wpaść pod koła, rozsądnie, wyjeżdża daleko to co ma pod pociąg wpadać. Szykuje torby i walizę. To może teraz podejść? Powiedzieć, że pomogę z ciężarem, załadować do pociągu, łatwiej będzie we dwóch. Wrzuci się walizę na górę i już będzie można zagadać normalnie. Jak człowiek człowiekowi pomoże, to inaczej sprawa wygląda, jakoś tak łatwiej zagaić. Ale widzę, że silny chłop, sam to wszystko pochwytał i czeka. Pociąg już widać, ale jeszcze chwilę. Postawił walizę, chyba jednak nie taki silny, a może silny tylko po co mu trzymać, jak widzi, że jeszcze ma czas. Już się nie śpieszy. Widzi zbliżającą się lokomotywę, to się uspokoił.
Zajechał, a ta już nie mówi, że odjedzie. Jak ktoś teraz czeka na dworcu, siedzi tam, gazetą sie zaczytał, to nie pojedzie, bo ta nie mówi, że odjeżdża, że będzie odjeżdżał. Pewnie i tak nikt nie czeka, dlatego nie mówi.
Silny jednak. Jednym susem wskoczył z tymi ciężarami. Wsiadam w drugim końcu. Znika mi z oczu. No nie pójdę tam się pytać czy wolne ma w przedziale miejsce, pociąg pusty, to się połapie, że coś chcę. Będzie się może niepotrzebnie denerwował. Zachce mu się do kibla odlać, to nie zostawi bagażu, będzie trzymał aż do Skarżyska, a to niekomfort straszny tak trzymać, oczy szczypią od tego.
Ruszył. Ciągnie się. Tory niedobre i nie może szybciej jechać. Jesienią to można wsiąść w pierwszy wagon, po drodze wyskoczyć na grzyby i zdążyć wskoczyć do ostatniego, tak się śmieję czasami. Jesień idzie, nie ma rady. Czapkę już noszę, mimo, że grzeje, ale rano to uszy już marzną, więc noszę, żeby się nie zaziębić. Nie ma nic gorszego niż kaszel albo grypa, jak człowieka rozłoży niemocą, to ani wstać ani leżeć, wszystko boli.
On był bez czapki, kurtkę taką bez rękawów miał, śmieszny sweter, w paski, widać, że mu zimno było, bo kulił się tak jakby zmarzł, a może to z tęsknoty do niej się tak kulił, zimno mu bez niej. Myślał pewnie sobie, że lepiej tam do niej wrócić, ale nie może, bo jedzie, jak wrócić jak jedzie, musi pewnie. Poszedłbym tam do niego, powiedział żeby smutny nie był, że jak kocha to poczeka, jakoś rozweselił. Mnie to nie smuci nic bardziej jak smutny chłop, albo jakiś staruszek smutny, jak je chleb bez skórki, bo już zęby nie te albo wcale już nie.
Stacja Wąchock, to jakiś żart, żadnej już szyby nie ma, wszystko pobite, rozbite na mak. Pewnie sam siedzi w przedziale, może się mu do kibla chce, a nie ma komu rzeczy zostawić, niby pociąg pusty, ale i tak strach. Zawsze się znajdzie amator, a w szczególności na taką walizę dobrą. No i waliza pełna rzeczy, to tam się znajdzie nie jedno, jakby kto ukradł to tragedia, taką walizę stracić.
Nikt nie wsiada i nie wysiada. Wioski po drodze martwe, sami starzy. Młodzi do miasta wyjechali, albo za granicę. Siostrzeniec też pojechał, pisał, że mu dobrze tam, może i ja bym pojechał. Ten z walizą na bank za granicę jedzie, smutny by nie był taki jakby nie jechał, pójdę, zagadam, może sam pojadę kiedyś? Wsiądę na statek i popłynę za morze na te wyspy królewskie. Tak mieszkać z królową w jednym kraju to musi być frajda i zaszczyt. Nie pójdę, bo skąd ja mam wiedzieć czy za granicę jedzie, to by trzeba zapytać było, a tak niepokoić bezpotrzebnie, nie wypada. Mnie się gadać zachciało, a on widać pogrążony był w myślach, tęskni już pewnie do niej, tam do tego domu gdzie czeka. Niech poczeka, jak wróci to się będą cieszyć. Dobrze jak ludzi się cieszą, bo wtedy się nie smucą, nie ma nic gorszego jak się smucić i nie mieć z kim pogadać jak człowiek z człowiekiem…
Skarżysko już zaraz, najpierw Kościelne, potem główny. Wysiądę, może mu powiem powodzenia albo spokojnej podróży. Smutnym ludziom tak trzeba mówić żeby było im lżej trochę, że się świat nie wali, dobrym słowem podeprzeć człowieka, niech nie myśli, że obojętny wszystkim. To znów pomyśli… zresztą pomyśli co pomyśli, może nic, bo zamyślony mocno. Nie ma co zaczepiać jak zamyślony. Inni zobaczą, że mówię, a on nie słucha, dziwnie będzie wyglądać, jakbym się naprzykrzał.
Zaraz dojedzie, idę na korytarz, pierwszy wyskoczę i zobaczę co on robi, może się z walizą będzie męczył to pomogę, ale gdzie się będzie męczył, widziałem jak wskakiwał z nią, jednym susem, hop i już w pociągu, ale zesiąść, to gorzej, bo do przodu może przekrzywić. Nie raz widziałem, jak kobieta albo chłop najpierw ciężką torbę wypychali a ona ich cap i na twarz lecą.
Idę powoli, żeby nie przegapić jak wysiada. O! Jest. Najpierw wysiadł, teraz walizkę dopiero wyciąga, mądrze, ludzie jednak różni są. I nie zagadam. No już trudno. Nie zagadałem wcześniej, to i teraz nie ma co.
Pójdę za nim, popatrzę na ten sweter kolorowy, na okulary, nie żeby jakieś to było nie wiem jakie, ale inny jest, inaczej chodzi, tak… jak kobieta trochę. Ta co czeka na niego, to musi lubić patrzeć jak on chodzi. Idzie przede mną parę kroków, bym przyspieszył dziabkę, to już bym się z nim ramieniem zrównał, trochę jest większy ode mnie, ale trochę. Pewnie by nie spojrzał, myśli o tym gdzie jedzie, co tam go czeka, inny świat, nieznany całkiem, to mu po głowie chodzi albo o niej myśli, ciężko stwierdzić bo jak człowiek między młotem a kowadłem, to się nie zastanawia co będzie bardziej bolało, czy jak młot przywali, czy jak do kowadła przygniecie? Może nie myśli w ogóle…
Telefon mu dzwoni. Mówi, teraz słyszę, z nią rozmawia, coś przeklina los niedobry, miałem rację, że o niej myśli, wiedziałem, taki smutny, jeszcze dobrze nie wyjechał, a już tęskni, za próg wyszedł i żałuje, że wyszedł. Powiem mu, że za jakiś czas wróci przecież, że pójdzie do niej, że ona będzie czekać, że się pocałują… Gdzie mu to powiem?! Nie znam człowieka, zagadać trzeba było, a nie myśleć co on myśli, ten człowiek. Głupio zrobiłem, bo nie wiadomo kiedy on wróci, a to się nadarzyć może, jak ja nie będę wtedy jechał, inną godziną pojedzie, nie zagadam. No i straciłem szansę, jak człowiek z człowiekiem chce pogadać i nie może, to jest najgorsza rzecz na świecie, żeby to innymi językami mówili, to jeszcze zrozumiałe, ale tak jak Polak z polakiem, mogłem zapytać choć o godzinę, to on może by zapytał o coś, czy ja wiem? Może z którego peronu jedzie do Warszawy czy do Krakowa? Powiedziałbym, że z drugiego, o tam i pokazał, zaprowadził nawet. Trzeba pomagać ludziom w podróży, bo taki jak bezdomny, na łasce miejscowych jest.
Idę za nim. Jakąś panią pyta, z którego peronu jedzie… nie dosłyszałem dokąd… Kobieta mówi, że z drugiego. To jedzie albo do Krakowa albo do Warszawy. No i mogłem iść szybciej, to może mnie by zapytał, a wtedy bym mu powiedział… pokazał…
Wchodzi na kładkę i tacha walizę, ma książkę pod pachą jeszcze, czytał w pociągu, to dobrze, ja też czytam, czas szybciej leci i człowiek jak się wciągnie, to nie myśli o smutkach, najgorzej na świecie to jak człowieka smutki trapią, samotność jakaś smutna, to najgorzej jak samotność jeszcze…
Idzie na drugi. Schodzi w dół. Ciężko ma, widać. To dowidzenia kawalerze, niech Cię tam prowadzi dobra gwiazda. I wracaj prędko cobyś nie usechł z tęsknoty za nią, za krajem rodzinnym, bo to też tęsknota straszna, najgorsza na świecie chyba?

II

Nie zjadłem nic na stacji w Skarżysku. Bułki jeszcze mam, to zjem w drodze powrotnej, żeby tylko pieniędzy wystarczyło na bilet. Dziwnie się patrzyła kasjerka jak kupowałem dwa bilety, jeden do Radomia, drugi do Warszawy. Jak na wariata jakiegoś, co to myśli, że jest ich dwóch. Ale sprzedała tylko jakaś nadąsana, one tak zawsze, jak coś innego się dzieje. Pociąg do Warszawy był opóźniony i w tym samy czasie wjechał, co ten do Krakowa. W ostatniej chwili wpadłem na peron, już zaraz miały odjeżdżać. Jego nie widziałem, to biegłem, patrząc raz w lewo, raz w prawo, żeby wypatrzeć. Konduktor krzyknął na mnie, żebym wsiadał, a jak miałem wsiadać jak nie wiedziałem, do którego? Kilka chwil przed gwizdkiem zobaczyłem Go, wskoczyłem do tego do Warszawy.
Ten jedzie szybko, pośpieszny. Tory nowiutkie, to nawet koła nie stukocą, nie usypiają, tylko jakoś tak duszno, powietrze suche. Nie mogłem Go zostawić w takim stanie, jak mnie zobaczy to się pewnie zdziwi, bo musiał mnie w Starachowicach widzieć na peronie, pięć osób stało razem z nim, czyli cztery, nie ciężko spamiętać cztery osoby na peronie, ja bym spamiętał. Ludzi tu więcej, to już można pytać czy wolne, przysiąść się można.
Denerwuję się. Żebym to jechał do Warszawy w jakiejś sprawie, do sądu na przykład, ale tak jadę, widać, że bez potrzeby, że nie mam po co. Torba robocza jeszcze, czapka przykurzona. Wejdę, zapytam czy wolne, usiądę, jak będzie czytał to zapytam czy ciekawe, a jak będzie czytał coś co znam, to o książce porozmawiam. Pogadam, jak człowiek z człowiekiem o literaturze, bo jak czyta to wiadomo, że coś wie, że też pogada. Raźniej się jedzie jak można z kimś pogadać, porozmawiać.
Żeby tylko teraz Go znaleźć jak najszybciej, żeby rozpędu odwagi nie stracić. Przechodzę powoli obok przedziałów. Gdzieś na końcu wsiadł. To dziwne, czemu ludzie wsiadają do ostatniego wagonu, przecież to zawsze dalej? Ostatni przedział dla palących, musi tam być, ale dla palących, a mnie drapie w gardle jak palą. Wsiadłem, jadę, na bilety wydałem, to chociaż pogadam, mimo, że dusi. Patrzę przez chwilę, nie widzi mnie. Czyta. Waliza porządnie wrzucona na górę po przeciwnej stronie, zgodnie z kierunkiem jazdy, wiadomo, będzie hamował, to nie spadnie mu na twarz, a nie na odwrót. Jedzie daleko, to nic ciekawego walizą w gębę dostać, nieprzyjemnie podejrzewam. Pali teraz, szkoda, że pali, bo się będę męczył, najwyżej okno poproszę otworzyć, bo i tak zaduch.
Pytam czy wolne, potem: dzień dobry. Patrzy na mnie. Oczy niebieskie ma jak chabry, widzę, bo okulary zdjął, normalne, kto w pociągu w okularach by siedział. Odpowiada: dzień dobry, wolne mówi i pokazuje miejsce na przeciwko siebie. Zaprasza znaczy się, pogadamy, jak przestanie czytać. Nie widzę co czyta, bo książka na kolanach leży. Nie zapytam w czasie lektury, niegrzecznie tak, a jak czyta jakąś mądrą myśl teraz, to jak przerwać… może w najważniejszym momencie? Niedługo zagadam, jak się trochę oswoimy.
Wysiądę na Zachodnim, albo na Ochocie, na Centralnym nie, bo się tam zawsze gubię w tych korytarzach. Wielki ten dworzec jak cholera, największy jaki widziałem i mnóstwo ludzi, nawet zagranicznych. Człowiek się tam czuje jak w mrowisku albo ulu, hałas potworny, wysiądę na Zachodnim, nagadam się do syta i wysiądę. Powiem do widzenia i miłej podróży.
Wciąż czyta. Przerywać nie wypada. Może sam zagada, zapyta o coś, nie z tych stron to widać od razu. Nie wiedział skąd pociąg nadjedzie, to pewnie pierwszy raz tutaj. Może zapyta czy długo jeszcze do Warszawy albo co? Jak zapyta to i ja zapytam, a dokąd to, czy daleko, czy pomóc może z walizą? Nie! O walizę nie zapytam, bo pomyśli, że chcę rąbnąć. Chociaż ja na złodzieja nie wyglądam, pewnie tak nie pomyśli?. Złodziej to ma chytre oczka i zaciera ręce jakoś tak… A może pomyśli, bo właśnie nie wyglądam, złodzieje to chyba tylko na filmach tak wyglądają, że od razu widać. Przecież PKP na darmo by tych ostrzeżeń o kradzieżach w wagonach nie rozklejało gdyby złodzieja tak łatwo było poznać. Może jednak wyglądam na niegodziwca, bo w ogóle nie jestem do niego podobny?
Odkłada książkę. Ale ma smutne oczy. Ciekawe czy po książce mu się tak zrobiło, czy tęskni, czy może się boi jechać tak daleko? Chyba wszystko naraz? Coś przeczytał, potem mu się przypomniało coś o niej, a potem, że wyjeżdża i zebrało mu się. Oczy ma takie… zapatrzone, jakby patrzał w przeszłość i przyszłość naraz, albo jakby nie widział zupełnie tego co się dzieje za oknem. Myśli pewnie o niej. Jak tam siedzi w domu sama, albo z dzieckiem. Jak z dzieckiem to jeszcze pół biedy, bo potomstwo to najlepsza rzecz na świecie jaka człowieka może spotkać. Obrączkę ma na lewej ręce, to narzeczony, jeszcze bez ślubu. To może po to jedzie za granicę, na ślub odłożyć? Wesele chce wyprawić i wyjeżdża, chociaż nie wygląda na takiego. Ale smutny jest, widać.
Viana czyta, nie znam. Jak wrócę, to w bibliotece wypożyczę, przeczytam, może akurat ciekawy. Szkoda, że nie czytałem, bo zagadałbym teraz, że dobre, albo, że mi się nie podobało. Łatwiej zacząć rozmowę jak człowiek z drugim człowiekiem ma jakiś wspólny temat. Tak to póki nie porozmawiasz to nie wiesz czy masz, czy nie? Mogę zapytać o książkę. Odpowie, że ciekawa. Ja zapytam czy bardzo? On, że tak, bardzo. I rozmowa się jakoś potoczy. Z książki przejdzie się na politykę, widzę gazety ma różne, to się interesuje, ja nie, ale coś tam wiem. Pogadać mogę. Widzę co się dzieje, bałagan wielki. Z polityki o rolnictwie, że upada, tu u nas przynajmniej, nie wiem jak tam gdzie on mieszka, ale tu to kaplica, mur beton. I o pogodzie, bo to zawsze dobry temat, bo pogoda jest zawsze i jest o czym mówić. Inni nie lubią jak się o pogodzie mówi, ja wolę. Przyroda, las, deszcz, słońce, to są tematy, ludziom się poprzestawiało i myślą, że co inne jest ważniejsze, polityka, biznesy, pieniądze, a o pogodzie to już nikt nie pamięta. O! Zapytam go czy kawę lubi, na taką pogodę jak dziś w sam raz. Bo ja przecież termosik mam jeszcze pełny. Napijemy się kawy i od razu się pogada inaczej, przy kawie, jak człowiek z człowiekiem, kawa z kimś to najlepsza rzecz na świecie, najgorzej jak samemu… rano…
Jakiś notes wyciągnął i czyta z niego i coś pisze. Notatki robi, może z podróży, może pisze teraz o mnie, że tu siedzę i mu się przyglądam, bo to może jakiś pisarz jest, raczej tak, bo nie wygląda na normalnego… Boże! On może przecież napisać, że jedzie z takim, co się za nim od Starachowic ciągnie, że śledzę. Pójdę lepiej, bo faktycznie się przestraszy.
Nalałem sobie na but, a tego nie lubię. Nie chodzę w pociągu do kibla, bo wali uryną okropnie, smród pociągowych kibli to jest najgorszy na świecie, nie lubię. Ale teraz trasa dłuższa, to mnie przypyliło, dowieźć nie dowiozę. Co mnie do łba strzeliło żeby człowieka śledzić, przeszkadzać, ostatnie pieniądze wydać na wyprawę. Aaa… pogadać miałem… i z tego wszystkiego nie pogadam, przecież teraz nie wrócę. Powiedziałem dowidzenia i wyszedłem. To jak wrócę… Nie wrócę, nie ma jak. Jak dowidzenia to znaczy wysiadam, nie zobaczymy się… Wejdę do przedziału, to spojrzą jak na wariata, że do kibla, a dowidzenia mówi. Ale nie zagadałem…
Patrzę na siebie w lustrze, też mam smutne oczy. Cicho powiedziałem to dowidzenia, może nie usłyszeli… gdzie nie usłyszeli… on usłyszał bo się pożegnał. I w dodatku martwię się, bo sobie ubzdurałem, że on tu kogoś ma… a może być, że w jakimś interesie przyjechał, a nie do niej, bo jak do niej jak pierwszy raz? Chyba, że się sprowadzili dopiero… Nie pasuje mi to… No muszę wrócić, bo nie będę miał spokoju jak nie pogadam. Nie muszę się pytać czy żonę, czy dziewczynę zostawił i dlatego taki smutny. Będzie chciał coś powiedzieć, to powie, mnie nic do tego, ale oczy ma jak zwiędnięte kwiaty, smutne…
Siedzę i znów się na Niego gapię. Nie wkurza się, nie mówi, pisze. Nie zwrócił uwagi jak wszedłem, tzn. spojrzał i chyba się uśmiechnął, pomyślał pewnie, że stacje pomyliłem, no to nie dziw, że się uśmiechnął. Jak skończy pisać to powiem, że się pomyliłem, bo nie często tędy jeżdżę, prawda to, ostatnio chyba z piętnaście lat temu tędy jechałem. Pośmiejemy się z tego, a On potem powie, że też dawno tędy nie jechał, a może nigdy? To ja zapytam, co robił w Starachowicach. Wtedy on mi opowie albo i nie, ale coś będzie mówił. Dowiem się czemu ma takie smutne oczy, dlaczego? Jak człowiek ma smutne oczy, to jakoś źle wygląda, życie z niego nie wystaje. Wesołe spojrzenie od razu człowieka odmienia, z takim się miło rozmawia, z uśmiechniętym. Może i On się uśmiechnie, to będzie inaczej, lepiej.
Zamyślił się po tym pisaniu. Widać wyczerpuje bycie pisarzem, czy tam poetą, ale na poetę nie wygląda, jakiś taki za mało brudny… chociaż… czy ja wiem, w życiu poety nie widziałem. Może i poeta? Ale zamyślony widać fest, bo nawet okiem nie mrugnie. Być może, że poeta jak taki zamyślony. Wiersz układa o tęsknocie, pisze w głowie sobie, a zaraz zanotuje.
I notuje. Pisze na czerwono, jakby wszędzie błędy były, tak widać… Smutny wciąż. Kawał powiem, który kiedyś w pracy słyszałem, o tym jak przychodzi baba do lekarza z dwiema parówkami w nosie, śmieszny, to się pośmiejemy. Chyba, że nie lubi kawałów, może nie lubić, znam takich co nie lubią. Ja lubię, bo lubię się pośmiać. Tylko o żydach nie lubię i o blondynkach.
Coś ciężko zagaić jak on taki ciągle zajęty. A to czyta, a to pisze, to znów myśli. Warszawa niebawem, a ja tylko dzień dobry i przedwcześnie dowidzenia powiedziałem. W brzuchu mi burczy, aż słychać chyba, bo ja słyszę. Ale nie wyciągnę kanapek, z kiełbasą od rana, będzie czuć, a to nie dobrze, chociaż kiełbasa smaczna. Może on głodny. Nie widać żeby co miał do jedzenia pod ręką. Poczęstuje kanapką i kawą. Daleko jedzie to się posili, a jak człowiek z człowiekiem przy jednych kanapkach i kawie siedzą to porozmawiać muszą, nie jada się przecież z byle kim i jak popadnie. Jeść z drugim człowiekiem śniadanie to najlepsza rzecz na świecie musi być. Wstać rano i zrobić kanapek całą kopę…
Poczęstuję, najwyżej odmówi, nic nie szkodzi, powiem i sam zjem.

III

To nie dalej jak półgodziny do Zachodniej, mówię do Niego, bo zapytał. Nie dalej jak półgodziny, najpierw będzie Zachodni, potem Ochota, a potem Centralny.
Zamyślił się, niby patrzy na mnie, ale widzę, że dalej patrzy, za mnie, tam na Starachowice. Jest szansa żeby zagadać jak się pierwszy odezwał. Pół godziny, trochę krócej, bo wysiadam na Zachodnim, w ostateczności na Ochocie. W końcu mogę zapytać dokąd jedzie, nawiązał kontakt pierwszy, to widać otwarty człowiek, nie krępuje się. No i jak zapytał? Kulturalnie, przepraszam, nie orientuje się pan za ile będziemy na Centralnym? Tak zapytał. Jak mu odpowiedziałem, to powiedział dziękuję. Uspokoił się po mojej odpowiedzi, a może nie uspokoił a zamyślił znowu? Bądź co bądź teraz mogę pytać ja? Taka nie pisana wymiana. Ktoś pyta, odpowiadasz – to sygnał, że teraz ty możesz zapytać. Taka gra między ludźmi, tak się poznają. Bez pierwszego pytania nie ma możliwości. W poniedziałek zapytam tą małą blondynkę na stacji o godzinę, odpowie i się poznamy. Ma piękne oczy…
Pisze na telefonie. Minę ma nie tęgą. Warszawa się zbliża, a tam lotnisko, bo z lotniska leci na pewno. Pewnie nie lubi latać, bo coś pobladł, ja też bym nie lubił. Pan Bóg dał nogi żeby po ziemi nimi chodzić, gdyby chciał żeby latał dałby skrzydła. Człowiek nie umie usiedzieć na miejscu, ciągle coś myśli i wymyśla i zdarza się, że wymyśli dobrze, ale potem coś nie wyjdzie i tragedia się dzieje. Skończył pisać, to zagadam.
Pyta czy nie popilnuję bagażu, bo on musi do toalety. Pewnie, że popilnuję. Trzeba sobie pomagać. Zaufał mi. Teraz mogę spokojnie zacząć rozmowę. Nie wiem trochę od czego, bo czasu za mało zostało. Mogłem wcześniej się odezwać… Gdzie tam wcześniej!!! Nie dało się przecież. Poczekam aż wróci. I też tak od razu nie zacznę. Niech się usadowi, człowiek zanim się nie umości to rozdrażniony jest. Tak jak przed zaśnięciem się wierci i wszystko go gniecie i zasnąć nie może, a musi, bo na przykład wcześnie wstaje. Najgorzej to jest jak nie można zasnąć nie wiedzieć czemu.
Coś długo go nie ma. Od czego zacząć rozmawiać? Od polityki? Nie, bo się jeszcze rozgadamy i o to co najważniejsze nie zapytam. Dokąd jedzie? Zapytam od razu, ale najpierw powiem, że wysiadam zaraz, żeby nie pomyślał, że chcę być wścibski albo co? No na złodzieja może jednak nie wyglądam, no by mi walizy nie powierzył, chociaż czytałem w gazecie, że był taki eksperyment w tokijskim metrze. Podstawione osoby zostawiały rzeczy pod opieką złodziei i szły niby do ubikacji czy gdzieś. Jak wracały to złodziej nie ukradł, pilnował, bo powierzone mu było i zaufane. I on może też czytał o tym i dlatego z nas wszystkich siedzących w przedziale wybrał mnie, bo najmniej na złodzieja wyglądam czyli potencjalnie podejrzany?
Usiadł na przeciwko mnie, tam gdzie siedział. Trochę się nachylę, tak jak w podręcznikach piszą, nachylę się żeby wiedział, że się nie boję i jestem otwarty na rozmówcę. Wziął książkę, zaczyna czytać. No nie zagadam!!! Za dużo się zastanawiam, za dużo myślę. Zamiast wziąć i pogadać to kombinuję, a co, a jak? Zaraz przyjdzie mi wysiadać, a słowa nie zamieniłem. Chłopak cały czas smutny, a chciałem go rozweselić, chociaż kawał opowiedzieć o tej babie… strasznie śmieszny… cholernie chce mi się śmiać jak go sobie przypomnę… Czyta. Przerwę, powiem, że za niedługo będzie Zachodni, że wysiadam, a że on pojedzie jeszcze dwie stacje i będzie na miejscu. To on podziękuje, że przypominam. Nie ma sprawy, odpowiem, trzeba sobie pomagać. W podróży każdy jest samotny, z ciężkimi walizami trudno sobie poradzić, jak ktoś pomoże, zupełnie bezinteresownie, to od razu się człowiek lepiej czuje wśród ludzi, nie tak obco – tak mu powiem.
Coś szybko zaczyna się pakować. Chowa książkę, gazety, notes. Okulary zakłada na nos, mimo, że ledwo świeci. Walizę chce ściągać, ale patrzy, że jeszcze ma czas, więc co się będzie śpieszył. Poderwałem się żeby pomóc, ale kiwnął głową, że nie trzeba, a szkoda, bo bym powiedział, że ciężka i że pewnie w daleką podróż jedzie, bo taka ciężka. Kiwnął, że nie, to nie. Przecież na siłę człowiekowi nie będę walizy ściągał jak nie trzeba.
Czas się kończy i nie zagadałem. Straszna szkoda. Teraz już za późno. Za dziesięć minut wysiadam. Chyba żebym pojechał na Ochotę, ale po co? Porozmawiać nie porozmawiam, nie zapytam w ostatniej chwili do kogo tak tęskni, gdzie jedzie i na jak długo? Czy mają tam jaką robotę, czy się ta dam żyć jak człowiek. Najgorzej na świecie jak nie można żyć normalnie, to najgorzej, jak samemu…
Patrzę na Niego. W te okulary, za którymi, myślałem, że ma obite oko. Młody człowiek, jedzie gdzieś daleko, w nieznane na pewno. To aż dziwi, że ludzie się wybierają, za chlebem jadą. Zostawił tam w Starachowicach ukochaną i jedzie. Odważny? Albo głupi? Może i głupi, bo po co zostawił… Ale gdzie tam głupi, czyta widać, książki, gazety, głupi nie jest. Smutny bardzo. Niedługo to będzie patrzał z góry na nas i może pomacha, ale ja już tego nie zobaczę. Szkoda. Bo to dobrze się tak z ludźmi blisko trzymać, jak są obok. Nie pogadałem i jakoś smutno tak, bo On smutny, Ona tam pewnie też. To aż widać, że tęsknią oboje, jakby ich niewidzialna tęcza łączyła… jak dwa brzegi…
Dojeżdża na Zachodni. Mówię dowidzenia. Odpowiada tylko On. Popatrzał na mnie. Wychodzę. Zatrzymuję się jeszcze, zerkam przez szybę, notes wyciągnął i pisze. O mnie?

… pociąg do Skarżyska Kamiennej wjedzie na peron drugi…

W końcu! Zawsze spóźniony, jak deszcz, słota to się spóźnia, jak słonko świeci, można by się pogrzać w promieniach, rozmarzyć, to przyjeżdża na czas. Która to godzina, cholera, zegarek zaparował, peron pusty, nawet o godzinę nie ma kogo zapytać.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.