Trochę o ideach
Pomijam już fakt, że dzisiaj to trochę nie przystoi, tak przejść w sposób niezauważony i nieuznany. Rozpłynąć się tłumie też do najprzyjemniejszych współcześnie doznań nie należy. Sprawa przecież wygląda inaczej, właśnie dlatego, że wciąż stoi się na pierwszej linii ma się wrażenie, że nasyca się pokolenie sobą, swoim charakterem, pracą i intelektem. A nawet jak się nikogo nie nasyci, to istotą dzisiaj jest sam fakt stania w pierwszej linii czegoś tam, trudno powiedzieć czego, ale się stoi. Mało tego, właśnie żadnego niewolnictwa, tylko emancypacja – o! – to jest etos współczesnego bojownika. Czy ktoś z tych bojowników cokolwiek wysysa, to też nie jest problem. Istotne, że bojownik na papierze i w sieci pokonuje kapitalizm, PO, PiS, komuchów, donosicieli, Wyborczą albo Rzepę. Że rozpisuje rewolucję lub drukuje rewolucję. Współczesny, medialny bojownik nasyca pokolenie również, bo dlaczego miałby nie nasycać. Różnica jest przecież tak licha, ba! tak obrzydliwie relatywna, że w sumie, to jaka jest różnica?
Fragment pochodzi z wpisu na blogu Rafka.
Już jakiś czas temu zauważyłem, tę tendencję do wścibiania nosa nie tam gdzie trzeba, kolega Rafk mąci spokojną toń teoretycznych rozważań i zapytuje: A co z praktyką?
To, że ja mieszkam za-granicą, a Rafk w Polsce nie zmienia nic w materii postrzegania. Sytuacja ludzi pracy jest jednakowo chujowa. Ot miałem ostatnio trochę perypetii z angielską służbą zdrowia. Za wszelką cenę chcą się pozbyć pacjenta ze szpitala. Moja żona, bo o niej mowa, żaliła mi się, że wyobrażała sobie inaczej służbę zdrowia w tzw. rozwiniętym kraju. Idee są piękne i łatwo je głosić. O i ja głoszę. Mam takiego bloga i mówię do ludzi, że zło nie istnieje, że nie ma śmierci, ale mnie nikt z tego nie rozliczy. Nie było jeszcze takiego, który przeżyłby swoją fizyczną śmierć ( :D ) i wrócił z zażaleniem np. do księdza. Do mnie też nikt nie przyjdzie, nawet jeśli uważam, że Stalin z Hitlerem siedzą po prawicy Boga. Co najwyżej mogą mnie za to posądzić, o jakieś tam obrazy uczuć religijnych. No i tak dalej i tak dalej.
Ale o co się rozchodzi:
O dwie rzeczy:
P1 – rewolucjonistów jest na pęczki i aż trudno dzisiaj nie być rewolucjonistą,
P2 – od idei pęka internet, walą się biblioteki ale do zrobienia od setek lat pozostaje ciągle to samo.
To co mnie się podoba w postawie mojego internetowego przyjaciela, to to, że On nie tylko ucieka się do słów, co gorsza, On działa a to robi z niego, działacza. I nie wiedzieć czemu, może się to Rafkowi smutne wydać, ale mam wrażenie, że nie dane mu będzie stać w pierwszym szeregu. Czy istnieją jeszcze ludzie gotowi się rozpłynąć w tłumie aby go sobą nasycić. Moim zdaniem tak. Rafk jest jednym z nich. Postawa, którą prezentuje mój kolega jest mi bliska, postawa rewolucjonisty działacza. Choć nie do końca pokrywa się ona z postawą Judyma choćby, to jest ona jak najbardziej wywrotowa, oparta na głębokiej wierze i przekonaniu, że żeby coś zmienić trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Nie szukać tego co dzieli, a tego co łączy. I mimo tego, że napotyka się setki przeszkód przypadkowych i jeszcze większą ilość przeszkód umyślnych brnie się do celu,do swojego celu. Tym co będzie po drodze pójdą z nim, inni zostaną z boku, jeszcze inni rzucać będą kamienie.
Ale to nie jest przeszkoda, samotność nie jest przeszkodą, samotność w działaniu upewnia, że idziemy dobrą drogą, drogą własnej legendy.
Myślę, że kolega Rafk ma swoją wizję, ma swój wzrok na sprawy dla niego ważne, nie boi się być jedynym, który na sali pełnej krawatów i piór w kapeluszach, podniesie rękę i zapyta, czy aby pawie nie są chronione? Pan Rafky, chcąc nie chcąc skazał się na samotność, na ile mogę, na tyle staram się za nim nadążać, choć nasze ścieżki biegną w innych kierunkach, to nie oznacza, że nie ma rzeczy, które je łączą.

2 comments