agent specjalny B.W. zdradza
Agent specjalny, pseudonim „Brudny Wąsik” był, wczorajszego wieczoru gościem specjalnym na corocznym mitingu detektywów. Spotkanie miało miejsce w auli Wyższej Szkoły Służb Specjalnych. Prelegent mówił długo, zdradzając tajne szczegóły swojej pracy. Jak nam powiedział na końcu wykładu: Nie mówię państwu dowiedzenia, raczej powiem, żegnam, gdyż dni moje są policzone, ale proszę się nie martwić, taki urok zawodu.
“Twój Pies”, jako jedyne pismo dostało pozwolenie na opublikowanie, co mniej tajnych, fragmentów wystąpienia, wygłoszonego przez agenta Brudnego Wąsika. Zwracamy szczególną uwagę, jaką rolę w pracy spec komórek odgrywają zwierzęta.
„Witam Państwa. Jestem agentem służb specjalnych, noszę pseudonim Brudny Wąsik. A oto mój partner. Pies Prawdziwy Wąsik.
Zacznę może od pewnych naocznych wyjaśnień, które,jak sami państwo widzicie, cisną mi się na usta, a i jak podejrzewam, już zakiełkowały w Państwa głowach.
Pseudonimy w pracy agentów specjalnych są na porządku dziennym i nocnym. Pracownicy tajnych stowarzyszeń paramilitarnych, będących na usługach rządów, a tak faktycznie te rządy ustalające, posługują się nimi by lepiej się rozróżniać.
Rzeczywistość jest zmienna jak pogoda… A może to pogoda jest zmienna jak rzeczywistość… No, mniejsza z tym, co jest jakie, bo tego nikt przecież nie wie.
Pomijając zupełnie zbędną retardację powyższą; pseudonimy kryją nas przed ludźmi i nadają nam niezbywalne imiona. Nie można się ich pozbyć, nie zależnie od panującego ustroju, agent Brudny Wąsik, pozostaje Brudnym Wąsikiem.
Bywały przypadki, gdy agent zmieniał pseudonim, ale często kończyło się to nieszczęściem, śmiercią, lub pomyłką w dostarczaniu pizzy.
Proszę Państwa. Pseudonim Brudny Wąsik, wziął się stąd, że po każdym posiłku miałem ubrudzony wąsik.
Zaraz, zaraz! Zaraz odpowiem na Państwa pytania, już widzę kilka osób, które chcą zadać wszystkich nurtujące pytanie. Gdzie jest mój wąsik, w takim razie?
Zanim odpowiem, usprawiedliwię pseudonim mojego partnera, psa Prawdziwego Wąsika.
Historia zaczęła się siedem lat temu. W słoneczny kwietniowy poranek, zaczęliśmy wspólną służbę. Agent Prawdziwy Wąsik nosił wtedy inny pseudonim, mianowicie Perełka. Co doskonale do agenta Prawdziwego Wąsika na ów czas pasowało, gdyż agent Prawdziwy Wąsik był wtedy ratlerką. Niestety, zupełnie niedawno, w wydziale kontroli, odkryto, że agent Perełka,nie jest ratlerką, ba! nie jest również Perełką. Po pierwsze agentka Perełka, była podwójnie zakonspirowana w czasach Wielkiego Puczu, i dopiero niedawno, czas pozwolił na pierwszy stopień dekonspiracji.
Teraz wyjaśnię Państwu, w zupełnej tajemnicy, znaczenie pseudonimu Prawdziwy Wąsik. Jak Państwo mogą, lub nie mogą – nie wiem, zaobserwować, agent ten posiada wąsik. Ten włoskowaty wypust nosowy, służy agentowi do wykrywania prawdziwego jedzenia. To oczywiste, że jedzenia nieprawdziwego agent specjalny Prawdziwy Wąsik nie jest wstanie odnaleźć. Są tego dwa powody: pierwsze primo:- agent nie może odnaleźć niczego co nie jest prawdzie, po drugie primo:- nieprawdziwe jedzenie nie istnieje. Jak może istnieć, gdy nie można go zjeść. Wielką pracę wykonuje mój partner, nie tylko dla mnie, ale też i dla całego resortu. Błądząc po zaułkach Bukaresztu, Kibucu, Knesetu, Bundeswery, Stoczni Gdyńskiej, fortu w Kłodzku, nie moglibyśmy znaleźć pożywienia, co narażałoby na szwank powodzenie misji.
Teraz Państwo widzą przed sobą, agenta specjalnego Prawdziwego Wąsika, jako retriwera, ale to, proszę nie dać się zmylić, nie jest jeszcze faktyczne jego oblicze. Gdyby ujawnił je teraz, myślę, że jego mózg niezwłocznie upstrzył by godło uczelni wiszące za nami.
Co do mojego wąsika, to muszę powiedzieć, że wygląd to jest ta rzecz, którą agencji specjalni mogą zmieniać podług mody, lub jej przeciw. Nie ma co do tego jasnych dyrektyw. Wyjątki stanowią dyrektywy dotyczące akcji specjalnych. W akcjach normalnych, takich, które nie mają dyrektyw dotyczących wyglądu, agent może pozwolić sobie nawet na koszule od Arkadiusa, jeśli chce oczywiście, jeśli takie koszule mu się nie podobają, może kupować na przykład dżinsy z ameryki, lub inne. Do wyboru , do koloru, to już zależy od fantazji i widzi mi się agenta.
Jak widzicie państwo, dzisiaj jestem ubrany w dżinsy z ameryki. Są one brudne, noszą ślady kilkunastu akcji, to tak zwane „szczęśliwe spodnie”.
Każdy agent, niezależnie od stopnia zakonspirowania, posiada (musi posiadać) jakąś szczęśliwą część garderoby, lub fragment zwierzęcia, lub skórkę od banana, cokolwiek. Żadne regulaminy nie określają, co to ma być, znów agenci mogą się wykazać inwencją.
Przyszedłem w tych dżinsach dzisiaj wieczór, nie bez Kozyry. Żona została w domu, przygotowując kolejną piramidę żywieniową.
Proszę Państwa, teraz wymagam maksymalnej uwagi, koncentracji trzydziestoprocentowej (wiadomo, że najlepszy koncentrat pomidorowy zawiera w sobie trzydzieści procent ekstraktu pomidorowego – tutaj uściślenie: agent specjalny potrafi dostrzegać wskazówki, dawane mu przez naturę, co pozwala agentowi, przeżyć, czasami wręcz cudem).
Opowiem teraz Państwu o swojej służbie. Pracuję obecnie nad wielką sprawą. Pralnie, proszę Państwa, ta wielka międzynarodowa siatka mydlanej mafii, potrafi zrobić niesamowite rzeczy. Oczywiście mój zachwyt jest antyzachwytem. Nigdy do tej pory nie spotkaliśmy się z tak szeroko zakrojoną akcją. Sprawa dotyczy wielu, jeśli nie wszystkich dziedzin życia człowieka.
Co to jest człowiek, mogą Państwo sprawdzić sobie w internecie, wpisując w wyszukiwarkę hasło: człowiek. Nie trudno o te informacje. Ale jeśli wpiszą państwo w okno przeglądarki dwu wyrazowe hasło: mafia mydlana, internet milczy. Rozumiecie Państwo, co chcę powiedzieć. Puszczam do Państwa oko,ponieważ nie wolno mi sugerować odpowiedzi… Widzę, że się rozumiemy.
Scharakteryzuję teraz, krótko, charakterystykę mafii mydlanej.
Wiadomo, wszem i wobec, że pralnie są na całym świecie. Zadam teraz pytanie retoryczne, na które nie oczekuję odpowiedzi, gdyż ją znam. Czym się zajmują pralnie? Już odpowiadam: – Pralnie zajmują się praniem. Oczywiście! Nie trzeba być geniuszem, żeby wpaść na tę odpowiedź, ja jednak na nią wpadłem będąc, powiem nie skromnie, geniuszem.
Pralnie, proszę Państwa piorą. Ale co piorą? Odpowiedzą Państwo: piorą brudy. Oczywiście, bingo, strzał w kurzą dupkę, jak się to u nas na strzelnicy mówi. W sedno, w dechę, między oczy, i tak dalej. Odpowiedź prawidłowa.
Więc, wraz z agentem Prawdziwym Wąsikiem, rozpracowujemy brudy właśnie. Proszę Państwa. Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Do pralni przychodzi pani Danuta, z fotografią męża w kieszeni spodni. Na tej fotografii jest mąż, a z drugiej strony widnieje podpis „Bolek”. Pani Danuta wrzuca spodnie do pralki i, jak to się mówi, pierze brudy.
Od razu powiem, że w dawnych czasach, coś takiego było nie do pomyślenia. Jedna z naszych praagentek, pseudonim Pani Dulska, powiedziała święte słowa. Swoje brudy, prać w swoich czterech ścianach, czy jakoś tak, nie dokładnie pamiętam ten podręcznik, zresztą historia służb tajnych, to bardzo nudny przedmiot…
To wtedy zaczął się ten wielki przewrót.
Pralnie wyszły z domów i od tamtej pory, można było już prać publicznie.
Wiecie państwo, to tak jak z dopalaczami, nie są zakazane, ale też nie bardzo pomagają. Tajne służby starają się, w sposób tajny naciskać na rządy, aby ustaliły nowe prawo, które pozwoli tajnym służbom, oczywiście w tajny sposób, karać za omijanie prawa. Główni stratedzy tajnych policji, najbardziej nie cierpią, gdy ktoś wykorzystuje ich niewiedzę, do sprawowania nierządu, w kraju pełnym rządu.
Proszę pamiętać, że niezależnie od panującej opcji politycznej, rządzą służby tajne, tajni agenci.
Przyznam, że temat ten, mógłby być tematem innego wykładu, którego już zapewne nie zdążę wygłosić, ale pominę to i wrócę do „mafii mydlanej” inaczej zwanej „mafią bąbelkową”.
Mafia ta działa również na płaszczyźnie, tak zwanej, duchowej. Pralnie ustawia się w miejscach sakralnych, nazywa się je konfesjonałami i w tych miejscach, ludzie, zupełnie pomijając prawo, piorą swoje brudne dusze. Ten aspekt, dla służb specjalnych, jest wielce zagadkowy, gdyż w każdym innym przypadku, „piorący” musi ponieść koszta „prania”. W przypadku pralni typu konfesjonał, pranie, przynajmniej z pozoru, jest darmowe. Specjalne służby wciąż badają sposób finansowania tego typu działalności mafijnej.
Oczywiście, filar naszej monetarnej cywilizacji, czyli banki, bardzo chętnie w swoich sejfach, ukrywają małe, przenośne pralnie. Zwą się one wtedy, pralniami brudnych pieniędzy i są, że się tak wyrażę, najtrudniejsze do odkrycia.
Innym rodzajem pralni, są pralnie tak zwane historyczne. Używają ich najczęściej politycy. Takie pralnie mieszczą się często w różnych budynkach, uchodzących powszechnie za domy książki, domy wydawnicze, drukarnie. W takich pralniach, wywabia się papier z pewnych informacji i w ten sposób powstają „białe plamy na kartach historii”, które na powrót agenci specjalni, za pomocą tajnych teczek, starają się uzupełnić, gdy tylko zmieni się opcja polityczna.
Jeśli idzie o tajne teczki, Państwo rozumieją, że one są tajne tylko do kolejnych wyborów, tajne służby, posługują się wtedy nimi, do sprowokowania, zaistnienia dogodnych warunków dalszego bytowania.
Na koniec, dodam jeszcze, że śledzenie pralni, mafii bąbelkowej, to ciężka praca. Zazwyczaj brodzę po miejskich kanalizacjach i staram się odnaleźć odpowiednie zawartości informacyjne, znajdujące się w ściekach pełnych detergentów służących praniu.
Myślę, że, na tym skończę. Oczywiście, każdy z Państwa, będący kandydatem na tajnego agenta, ma świadomość, że ta praca jest wielce niebezpieczna, że często łamie się prawo ziemskie i boskie, że najczęściej pod choinkę dostaje się rózgę, ale myślę, że możliwość wybrania sobie pseudonimu, częste zmiany fryzur, ciuchów i tożsamości, oraz wyrafinowane jedzenie, zrekompensują państwu wysoką śmiertelność w tym zawodzie.
Zaraz po wystąpieniu Agenta, na sali rozległ się huk wystrzału i godło Wyższej Szkoły Służb Specjalnych, zostało upstrzone czerwonym konfetti.
Zebrani rozeszli się po salach wykładowych szukając czegoś do picia, niektórzy poszli tropem agenta Prawdziwego Wąsika, który ze spuszczonym łbem umykał ze spotkania.
Wieczór był gwiaździsty.
